Od zawsze miałem aspiracje, żeby mój blog stał się wielki i popularny. Długo nie wiedziałem jak się do tego zabrać. Miałem marzenia, które ciężko było mi zamienić na konkretny plan działań. W końcu coś zaskoczyło. Jednak sukces się nie pojawił. Przyszedł czas, aby dokonać rewolucji. Architektura Sukcesu musi się zmienić.

Osiągnąłem cel, który okazał się nie mieć znaczenia.

W styczniu 2017 roku na moim blogu pojawiało się ok 2,5 tysiąca osób miesięcznie. Moim celem było przekroczenie magicznej granicy 10 tysięcy. Kolejny pułap to 15 tysięcy. W styczniu wydawało się to absolutnie nierealne.

Jednak w październiku coś w końcu zaskoczyło. Jak możesz zobaczyć na statystykach poniżej, był to nagły skok na moim blogu. Jeszcze we wrześniu mojego bloga odwiedzało 2,5 tysiąca osób, a nagle w październiku zrobiło się z tego trochę ponad 7 tysięcy. Myślałem, że jestem na dobrej drodze.

Statystyki dla bloga architekturasukcesu.pl

Znalazłem swój styl, swoich czytelników i swój temat. Pisanie sprawiało mi przyjemność, a mój fanpage się  rozwijał i coraz lepiej reklamował mojego bloga. W listopadzie nie udało się jeszcze przekroczyć granicy 10 tysięcy. Zabrakło mi niewiele, bo tylko 400 osób i jakbym się wcześniej zorientował, to bym puścił reklamę, aby dobić do tych statystyk.

Jednak już w grudniu zaszalałem, przekroczona granica 10 tysięcy, a dokładnie ponad 12 tysięcy osób na blogu. Naprawdę się cieszyłem i myślałem, że jestem na dobrej drodze. Największy sukces pojawił się w lutym 2018. Na blogu pojawiło się trochę ponad 15 tysięcy osób. Myślałem, że świat blogosfery stoi przede mną otworem. Jednak się myliłem…

Trochę smutne, ale osiągnięcie mojego ambicjonalnego celu 15 tysięcy osób w miesiącu, nie przełożyło się absolutnie na nic. Blog nada jest moją inwestycją, która nie generuje ani złotówki zysku. W końcu muszę coś z tym zrobić.

Zawsze byłem trochę leniwy…

Wierzyłem, że dobra treść obroni się sama. Nie ma co ukrywać, mój blog nie wygląda atrakcyjnie na pierwszy rzut oka. Strona główna wygląda tragicznie. Jednak miałem przekonanie, że nie jest ważny jej wygląd, ale to jak wiele można fajnych rzeczy znaleźć w tekstach.

Jednak to wszystko nieprawda. Chciałem w to wierzyć, bo bałem się zmiany. A dokładnie bałem się pracy, którą muszę wykonać, aby tej zmiany dokonać. I niby miałem bloga, który się rozwijał, ale ten rozwój nie był tym, na co liczyłem.

Potrzebowałem impulsu, aby coś z tym zrobić. W końcu moja Żona w kilku „ciepłych słowach” mi przypomniała, abym wziął się do roboty. Była to szalenie ważna rozmowa, o której będę pisał trochę więcej w przyszłości. Było to jak kubeł zimnej wody, który wylał się na moją zaspaną głowę.

Zastanawiałem się jak ruszyć z miejsca. Długo przyglądałem się ofercie kursu online dla blogerów, który przygotował Jasonhunt: MASTERCLASS BLOGER & BIZNES. W końcu postanowiłem do niego napisać, aby przekonać się co myśli o moim blogu i czy ten kurs może mi pomóc go rozwinąć.

To był kolejny kubeł zimnej wody, który uświadomił mi to, o czym wiedziałem od dawna, ale bałem się do tego przyznać. Mój blog wygląda wizualnie jak gówno. Jego rozwój stanął w miejscu wyłącznie z powodu mojego lenistwa i lęku, co w tym wypadku jest ze sobą ściśle związane.

Uwiecznijmy prawdę…

W tym wpisie postanowiłem wkleić kilka screenów z mojego bloga. W sumie to nie sądzę, aby ktoś przeczytał ten wpis. Jest to raczej mój rachunek sumienia i traktuje go jako jedną z kartek pamiętnika, którą zapełniam swoimi grzeszkami.

Myślę, że jest to wpis, który piszę dla samego siebie ku przestrodze. Do takiego momentu sam doprowadziłem. Zamiast ewolucyjnych zmian, do których przywykłem, muszę dokonać rewolucji, aby odczuć tę zmianę. W innym wypadku nadal będę stał w miejscu.

Tak wyglądała strona główna:

tak wyglądała strona główna bloga


Tak wyglądała zapowiedź nowego wpisu:

Zapowiedź wpisu na blogu.


Tak wyglądał przykładowy wpis:

przykładowy wpis na blogu

 

Przyznaje, że to jak wyglądały wpisy, podobało mi się najbardziej. To naprawdę dobrze się czytało. Mam nadzieję, że w nowej wersji będzie jeszcze lepiej.

Architektura Sukcesu zmieni się całkowicie.

Jeżeli jakimś cudem dotrwałaś do tego momentu i czytasz ten wpis jeszcze przed wprowadzeniem zmian, to możesz być pewna, że jak wejdziesz tu za kilka dni, zupełnie nie poznasz tego miejsca. Zmiany są nieuniknione. Będą drastyczne i czuję, że będą kosztowały mnie dużo nerwów.

Podobno taka publiczna deklaracja pomaga w realizacji celów. Bo głupio mi będzie, jak spojrzę na datę tego wpisu za kilka miesięcy, a na stronie nie zmieni się absolutnie nic. Myślę, że mam odpowiednią motywację, aby dokonać tej zmiany.

Myślę również, że na nowy kształt bloga będzie miał duży wpływ kurs MASTERCLASS BLOGER & BIZNES. Podchodzę do niego całkowicie na serio. Mam już sporo notatek. Najciekawsze jest to, że o wielu z tych rzeczy myślałem już od dawna, jednak nie wykonałem w ich kierunku najmniejszego kroku.

Nie chcę tu rzucać szumnych zapowiedzi, co dokładnie się zmieni. Szczerze, to sam jeszcze tego nie wiem. Muszę to wszystko przemyśleć, wykonać ćwiczenia i zmierzyć się ze swoimi przyzwyczajeniami. Jednak wiem, że ta zmiana będzie ogromna pod każdym względem.

Jaki jest cel tych zmian? Cel jest bardzo prosty, Architektura Sukcesu ma się stać największym i najciekawszym blogiem o psychologii i związkach. Inny cel mnie nie interesuje. Nie zadowolę się połowicznym sukcesem.

W tym momencie świat jest dla mnie czarno biały. Są tylko dwie opcje: sukces lub porażka, 0 lub 1. Nie ma półśrodków i odcieni szarości. To trudne wyzwanie, ponieważ zazwyczaj działam w inny sposób. Jednak wiem, że w tym wypadku muszę wyjść poza bezpieczną strefę, której lubię się trzymać.

Za problemy techniczne z góry przepraszam. W czasie moich prac modernizacyjnych, zapraszam Cię na Facebooka: Psychologia, coaching i rozwój osobisty. Tam powinno działać wszystko znakomicie.

Za wszystkie słowa wsparcia i otuchy dziękuję Ci z góry. Trzymaj za mnie kciuki. W końcu tego bloga nie piszę wyłącznie dla siebie. Chciałbym, abyś dobrze się czuła na moim blogu i często do niego wracała. Dlatego czas zacząć działać!

Pozdrawiam,

Patryk Wójcik.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here