Kiedy wszystko układa się po Twojej myśli, związek daje Ci pełną satysfakcję. Jesteście razem i to dla Ciebie coś więcej niż zwykła deklaracja. Czujesz, że żyjecie wspólnie i wspólnie decydujecie o Waszej przyszłości. Jednak kiedy przychodzi kryzys i pojawia się zwątpienie, budzisz się z tej bajki. Zaczynają się rany i pretensje. Pojawiają się negatywne emocje. Czy Twój związek można jeszcze naprawić?

Historia pewnej pary.

Byli zwykłą parą. Jedną z tych, które każdego dnia mijasz niezauważenie na ulicy. Ich życie nie składało się tylko z dobrych i radosnych chwil. Ich związek nie zaczął się jak hollywoodzki romans. Mieli lepsze i gorsze momenty. Mieli swoje problemy, ale byli szczęśliwi. Wspierali się i wspólnie szli przez życie.

To był już czwarty rok razem. Niektórzy mówią, że jest to rok decydujący. Wiele związków się wtedy rozpada. Nie chodzi nawet o to, że jest to jakaś magiczna liczba lat zapisana w gwiazdach. Zazwyczaj po takim czasie w związku pojawiają się pierwsze poważne trudności i decyzję, które podejmowanie we dwoje bywa trudne.

To nie jest tak, że pewnego dnia obudziła się i stwierdziła, że jednak go nie kocha. To nie jest też tak, że ON zaczął się od niej odsuwać, bo w planach miał zakończyć ten związek. To wszystko działo się gdzieś obok ich codziennego życia. Niektórzy mogliby powiedzieć, że chodziło o różnice w charakterze. Jednak tak naprawdę chodziło o to, że przestali ze sobą rozmawiać.

Nie wyglądało to jednak tak, jakbyś mogła sobie to wyobrazić. Nie przestali się do siebie odzywać, ale przestali ze sobą rozmawiać, a to ogromna różnica. Oczywiście mówili o tym, co wydarzyło się w pracy i o tym, że trzeba kupić mleko i nowy dywan do przedpokoju. Jednak to nie były rozmowy na poważne tematy, które miałyby dla nich głębszy sens.

Wynikało to z kilku rzeczy. Zaczęli odsuwać się od siebie, kiedy ONA zmieniła pracę i była dłużej poza domem. ON dodatkowo z kilkoma kumplami postanowił, że założą amatorską drużynę piłki halowej. ONA na początku cieszyła się, bo w końcu jej mężczyzna zaczął się więcej ruszać. Myślała, że to wyjdzie mu na zdrowie. Jednak pochłonęło go to bez reszty.

Kiedy tracicie to, co was łączy.

Zaczęli się mijać w drzwiach do własnego mieszkania. Najgorsze było jednak dopiero przed nimi. Nawet w latach, kiedy mieli dużo na głowie, starali się spędzać wspólnie weekendy. Bez względu na to, czy mieli na to pieniądze, czy nie, potrafili jakoś zorganizować wspólny czas. Zawsze ich to cieszyło i zbliżało do siebie.

Teraz to stracili. Nie chodzi o to, że nie mieli czasu na wspólne spędzanie weekendów. Chodzi o to, że stracili do tego zapał i chęci. Tak zaczęły pojawiać się wymówki. To z jego, a to jej strony. Zawsze było coś ważniejszego do zrobienie i ktoś w pilnej potrzebie do odwiedzenia. To trochę tak, jakby zaczęli bać się przebywać tylko we dwoje.

W ich sypialni też nie było fajerwerków. Oczywiście, starali się dla zachowania pozorów zrobić to od czasu do czasu. Jednak nie było to dla nich już tak istotne. Może nie robili tego z obowiązku, ale przestali czuć się komfortowo w intymnych sytuacjach. Pojawiły się niewidzialne blokady, które uniemożliwiały im otworzenie się na siebie. Robili to jedynie rutynowo i coraz rzadziej.

Widzisz przecież, że nic takiego się między nimi nie wydarzyło. Nie było tu mowy o zdradzie, ani innej trudności, która oddala ludzi od siebie. Była to jedna z tych zwykłych par, o których problemach do tej pory nie myślałaś. Chcieli jak każdy stworzyć dobry i szczęśliwy dom, ale coś im nie wyszło. Trudno jednak znaleźć jednego winowajcę. Trudno znaleźć jedną przyczynę tego kryzysu.

Właśnie dlatego są podobni do wielu z Nas. Bo związki nie rozpadają się tak jak na filmach. Nic się nie dzieje w jedną, czy dwie noce. Nie ma huku, krzyków i prywatnych detektywów, którzy udowadniają partnerowi zdradę. Związki rozpadają się po kawałku, kiedy to krok po kroczku oddalamy się od siebie. To właśnie boli najbardziej, bo często nie ma już odwrotu.

Krok po kroczku ku upadkowi.

Dlaczego większość z nas tego nie rozumie? Czy doszczętnie wyprały nam mózgi te wszystkie komedyjki romantyczne z Hollywoodu? Czy naczytaliśmy się zbyt wielu romansideł? Albo zbyt często słuchaliśmy piosenek o „prawdziwej miłości”? Co jest z nami nie tak, że próbujemy oszukać samych siebie?

Tak samo jak dobrego związku nie da się stworzyć w jedną noc i za pomocą kilku trików, tak samo dobry związek w jedną noc się nie rozleci. Aby taki związek popsuć, trzeba się nieźle napracować. To ciężka i systematyczna praca, która polega na ignorowaniu potrzeb drugiej osoby.

Trzeba być niezłym sadystą, żeby robić to świadomie. Dlatego większość związków rozpada się dlatego, że ludzie zaczynają ignorować wszystkie trudności i próbują ich nie zauważać. Zamiatają je pod dywan i liczą na to, że w końcu same znikną. Tak jest dużo łatwiej.

Nie wierzę w to, że w związku opartym na solidnym fundamencie, jakim może być zaufanie, wzajemny szacunek, przyjaźń, a nawet namiętność, ktoś świadomie i celowo chciałby oddalić się od drugiej osoby. Tak się po prostu nie dzieje. To wszystko dzieje się obok nas, a my bardzo mocno się staramy, aby tego nie zauważyć.

Codzienność i rutyna to stąpanie po cienkim lodzie. Wielu z nas potrzebuje stabilizacji, jednak rozumiemy ją zazwyczaj w bardzo dziwny sposób. Stabilizacja dla nas to dojście do takiego etapu, w którym zaczynamy się bać, że cokolwiek się zmieni. Zamiast skupiać się na tym, aby te zmiany miały określony kierunek, za wszelką cenę próbujemy, aby tych zmian nie było w ogóle.

Jednak życie to ciągła zmiana, której nie da się zatrzymać. Można albo wziąć za nie odpowiedzialność i próbować w jakiś sposób nimi sterować, albo starać się o tym nie myśleć i zdać się na ślepy los. Większość osób wybiera tę drugą opcję i dziwią się później, że ich życie zmieniło się w koszmar, a oni sami nie wiedzą dlaczego.

Kroczek po kroczku ku upadkowi zmierza każdy związek, w którym nie ma miejsca na poważne rozmowy. Jeżeli zaczynacie szukać wymówek, żeby tylko nie przebywać we dwoje to znaczy, że macie poważny problem. Życie w związku różni się od życia ze współlokatorem. Jednak wydaje mi się, że tej różnicy wiele osób w dzisiejszym świecie już nie dostrzega.

Czy żyjecie ze sobą, czy obok siebie?

Ludzie żyją obok siebie, a nie ze sobą. Żyją w pustych związkach, w których ich jedynym zadaniem jest ignorowanie własnej życiowej sytuacji. Wszelkie trudne decyzje odkładają na później. Jeżeli chcą przeżyć coś miłego, to wracają do wspomnień. To właśnie największy dramat współczesnego świata.

Jeżeli zastanawiasz się, czy taki związek można naprawić, to odpowiedź jest prosta. Oczywiście, że można, ale nie można zrobić to w jeden dzień. Tak samo jak związek nie psuje się gwałtownie, to tak samo gwałtownie się nie naprawi. To wymaga systematycznej pracy i drobnych kroczków. Tylko te kroczki muszą być wspólne i we właściwym kierunku.

Warto zacząć jednak od tego, żeby sobie uświadomić, że w związku pojawił się problem. Warto na ten problem spojrzeć z różnych perspektyw. Nie ma sensu szukać winnego. Trzeba przyjąć, że za problem w związku odpowiada szereg decyzji, które podjęliśmy na przestrzeni ostatnich tygodni lub lat.

Kiedy już sobie to uświadomicie, możecie zacząć coś zmieniać. Tylko nie spieszcie się zbytnio, bo praca nad związkiem wymaga wielu drobnych kroczków, a nie jednego gwałtownego skoku.

Jestem przekonany, że wiele związków można jeszcze uratować. To wszystko zależy od tego, czy między Wami się jeszcze nadal coś tli. Jeżeli jest nawet mała iskierka, to jest nadzieja. Wszystko zależy też od tego, jak bardzo odsunęliście się od siebie i czy będziecie w stanie stamtąd zawrócić. Jeżeli oboje tego chcecie i macie na to siły, to naprawdę może się udać.

Pozdrawiam,

Patryk Wójcik – psycholog.


Szukasz inspiracji, albo chcesz wzmocnić swój związek? Zapraszam Cię na mojego Facebooka: Psychologia, związki i rozwój osobisty.

A jeżeli jesteś moją stałą czytelniczką, zapraszam Cię do mojej kameralnej listy mailingowej. Jest nas tam już ponad 200 i piszemy na wyjątkowe, często osobiste tematy. Jeżeli do Nas dołączyć, to kliknij TU.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here