Olimpiada już za nami. Jednak nie będę jej oceniał pod względem afer, błędów organizacyjnych, czy problemem z brakiem zainteresowania publiczności. Nie chce mówić tu o poziomie testosteronu, niebezpiecznie wyznaczonych trasach kolarskich, czy spadających kamerach telewizyjnych z 20 metrów. O tym wszystkim mieliście okazję czytać w trakcie trwania igrzysk. Dziś chciałem skupić się i opowiedzieć Wam o bohaterach i motywacji.

Czy zastanawiałeś się kiedyś, po co nam bohaterowie? Wiesz taki szczególny rodzaj autorytetów. Ludzie, którzy imponują nam swoimi umiejętnościami i osiągnięciami. Taki Adam Małysz, czy Robert Kubica. No i ostatnio nasza reprezentacja piłki nożnej dostarczyła nam kilku nowych bohaterów.

Każdy ma swoich bohaterów, w zależności czym się interesuje. Nie muszą być to osoby związane ze sportem, choć jest to czas na refleksję po igrzyskach. Mamy w końcu kilku nowych bohaterów, wspominając tylko o niesamowitej Anicie Włodarczyk, która pobiła rekord świata na tegorocznej olimpiadzie. Jednak po co nam tacy bohaterowie?

Bohaterowie potrzebni są nam po to, aby spełniać za nas nasze marzenia, ponieważ większości z nas brakuje motywacji i siły woli, aby osiągnąć swój upragniony cel. Może jest to trochę smutne stwierdzenie, jednak przyjrzyjmy się temu uważnie.

Nasi bohaterowie trenują za nas, za nas wstają rano i biegają w deszcz. Nasi bohaterowie zmagają się z kontuzjami, abyśmy to my nie musieli się z nimi zmagać. Nasi bohaterowie są wytrwali i mimo trudności, przekraczają swoje granice.

Często widzimy tylko wierzchołek góry lodowej. Staramy się nie pamiętać o zwątpieniach i chwilach słabości. Tytaniczna praca jest dla nas czymś oczywistym, co należy wykonać, aby odnieść sukces. Lecz czy tego samego oczekujemy od samych siebie?

Wkładając kij w mrowisko, zastanówmy się, dlaczego nasi bohaterowie są dla nas tak ważni. Utożsamiamy się z nimi, rozmawiamy o nich, znamy na pamięć ich sukcesy. Choć tak naprawdę większość tych sukcesów, jest dla nas ważna tylko przez moment.

Niewielu jest takich bohaterów, którzy pozostają w Naszej pamięci na zawsze. Tu podałem kilku, o których zapewne słyszałeś. Jednak ilu z mistrzów olimpijskich zapamiętasz?  O ilu będziesz mógł opowiedzieć za miesiąc, a o ilu za pół roku?

Takie myślenie odbiera tym sukcesom ich głębię. To patrzenie tylko na efekt końcowy z całkowitym pominięciem drogi, która do tego efektu prowadziła. Przyzwyczajanie się do takiej perspektywy sprawia, że za cokolwiek się bierzemy, chcemy osiągnąć sukces od razu.

Jeden trening i mój biceps powinien być większy. Jeden trening i moja figura staje się okładkowa. To patrzenie na efekty, bez obserwowania drogi. Tak właśnie rodzi się rozczarowanie. W taki właśnie sposób, skaczemy od diety cud do kolejnej diety cud.

Tak zmieniamy trenerów personalnych, jeszcze zanim przejdziemy przez treningi próbne. Tak zmieniamy swój plan treningowy, bo wydaje nam się zbyt mało ambitny. Nastawieni i przyzwyczajeni do szybkich efektów, wątpimy we własne możliwości.

Czy chcesz więc zostać kolejnym kanapowym mistrzem olimpijskim, którego zaangażowanie i motywacja kończy się w raz z zakończonymi igrzyskami? Czy będziesz raczej osobą, którą sportowcy zmotywują i zainspirują do działania. Prawda jest taka, że nie musiałeś nawet oglądać igrzysk, może Cię to całkowicie nie interesować.

Jednak nie wierzę, że wszystko co się działo w tym czasie, nie miało na Ciebie wpływu. Setki zdjęć, relacje w telewizji, czy sprawozdania w radio. Krótkie newsy i plotki w pracy. Ludzie tym żyli, przez ostatnie tygodnie. Może Cię to nie interesować, jednak możesz z tego skorzystać. Możesz się zainspirować do działania i spełnić choć jedno swoje marzenie.

Może to być małe, takie naprawdę małe marzenie, do spełnienia którego dzieli Cię zaledwie kilka kroków. To taki początek na drodze do spełniania marzeń. Od czegoś trzeba zacząć, aby uwierzyć, że jest to w ogóle możliwe. Jest to dobry czas, żeby spróbować, w końcu nie ryzykujesz zbyt wiele.

Pewnie zdajesz już sobie sprawę, kto spełniał Twoje marzenia do tej pory. Jednak, czy chcesz żyć czyimś życiem do końca swoich dni? Czy może jednak chciałbyś zostać własnym bohaterem swojego życia? Pierwszy krok jest najtrudniejszy, bo wiąże się z uświadomieniem kilku przykrych kwestii.

Niestety nie mogę Ci obiecać, że później już jest łatwiej. Wszystko zależy od Ciebie i od tego, czego tak naprawdę oczekujesz od życia. Nie mówię, że posiadanie bohaterów to coś złego. Wręcz przeciwnie, jeżeli są dla Ciebie motywacją, to jak najbardziej zachęcam Cię do tego, abyś posiadał i jak najwięcej. Jednak jeżeli są dla Ciebie tylko wymówką, dzięki której nie musisz podnosić się z kanapy, to przyszła pora coś z tym zrobić.

Na początku warto zadać sobie pytanie, czy jestem szczęśliwy z tego powodu, że to ktoś inny osiąga cele, które mi imponują i mogę się nimi pochwalić? Czy to mój bohater wstaje za mnie na trening, albo spędza w pracy dwa razy więcej czasu?

Jednak takich bohaterów masz pewnie w swoim najbliższym otoczeniu. Są to osoby, którym możesz nawet zazdrościć. Sąsiad kupił sobie nowy samochód. Ktoś z rodziny właśnie wybudował dom. Znajomi lecą na pierwsze wakacje od 10 lat. Wszyscy robią to, co Ty już od lat odkładasz na później.

Chcę, aby ten tekst Cię zmotywował, a jego przesłanie przypominało Ci się przed snem. Może będziesz nawet zły na to, że w tak bezpośredni sposób, chcę pokazać Ci te słabości. Jednak wierzę, że podejmiesz właściwe decyzje, które w dłuższej perspektywie pozwolą Ci osiągnąć sukces.

Nie wiem, czym jest dla Ciebie sukces i tak naprawdę nikt poza Tobą tego nie wie. Nie daj więc sobie wmówić, że ktoś zna Cię lepiej, niż Ty sam. Zaufaj sobie i wsłuchaj się w swoje potrzeby. Nawet kanapowy mistrz olimpijski ma szansę coś zmienić. Czasami wystarczy tylko, jedna nieprzespana noc…

Pozdrawiam,
Patryk Wójcik.

ps. zapraszam Cię na moją stronę na Facebooku: Psychologia, coaching i rozwój osobisty.

Kliknij: Lubię To – a będziesz miała dostęp do najlepszych materiałów związanych z psychologią i rozwojem osobistym.