Czy jesteś dumna ze swojego partnera? Czy jesteś zadowolona z tego co robi? A może widzisz, że w niektórych sytuacjach sobie nie razi? Czy przymykasz na to oko, czy potrafisz mu powiedzieć otwarcie co o tym myślisz? Oj to będzie wpis, który wywoła wiele emocji!

Historia bardzo osobista.

Podróż nie była długa. Była jednak początkiem rozmowy, która zmieniła praktycznie wszystko. Kiedy wyszliśmy z samochodu wiedziałem, że naszą rozmowę będziemy musieli dokończyć w domu. W końcu moja Żona zapytała wprost: „czy jesteś zadowolony ze swoich rezultatów pracy?”. W tym momencie całkowicie mnie zamurowało.

Na początku nie wiedziałem co odpowiedzieć. Później chciałem się bronić i tłumaczyć, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Już chciałem powiedzieć, że wszystko idzie zgodnie z planem, kiedy zdałem sobie sprawę, że wcale tak nie jest. Może zbyt długo się oszukiwałem?

Żona zadała mi kolejne trzy kluczowe pytania, które dobitnie uświadomiły mi, że utknąłem w miejscu. Jaki masz cel w tym, co robisz ostatnio? Czy naprawdę wszystko czym się zajmujesz, do tego celu Cię prowadzi? Czy na pewno starasz się wystarczająco mocno, aby osiągnąć to o czym marzysz?

Na wszystkie pytania znałem odpowiedź. Jednak trudno mi było ją wypowiedzieć na głos. Było mi trochę wstyd. Na początku przed Żoną, a później przed samym sobą. Czasami w niektórych sprawach doskonale potrafimy radzić innym, jednak sami działamy wbrew tym radom. Niby to wszystko wiedziałem, ale nie uchroniło mnie to przed porażką.

Kiedy musisz się zmierzyć z trudnymi emocjami.

Bo tak się właśnie czułem. Czułem się rozczarowany samym sobą. Czułem, że mój cel się rozmył, a ja miotam się bez pomysłu. Ciągle byłem czymś zajęty. Jednak, czy to wszystko miało jakieś większe znaczenie? Teraz już wiem, że nie miało. Teraz wiem, że robiłem zbyt wiele rzeczy mało ważnych, a zapominałem o tym co naprawdę ma znaczenie.

Ta rozmowa mną wstrząsnęła. Wywróciła mój sposób patrzenia na własną pracę i efektywność. Pokazała mi słabości, które doprowadziły mnie do tego miejsca. Co w takiej sytuacji mogłem zrobić? Na początku „po męsku” mogłem po prostu wszystkiemu zaprzeczyć. Mogłem również zamknąć się w sobie i zakończyć temat.

Mogłem też spróbować odwrócić rozmowę i przejść do ataku. Myślę, że wielu mężczyzn w takiej sytuacji, zachowałoby się dokładnie w ten sposób. Jednak wiedziałem, że moja Żona ma rację. Jedynym właściwym rozwiązaniem było się po prostu przyznać do porażki i wymyślić sposób, jak podnieść się z kolan.

Mówi się, że za każdym sukcesem wielkiego mężczyzny stoi wyjątkowa, mądra kobieta. W tym momencie mogę się z tym w pełni zgodzić. Choć przyznanie się do porażki jest trudne, czasami może być zrzuceniem z siebie pewnego ciężaru, który nas blokuje. Kiedy sam pozbyłem się tego ciężaru, mogłem w końcu wziąć się w garść i ruszyć z miejsca.

Czy skupiasz się na tym, co naprawdę ważne?

Kiedy zdajesz sobie sprawę z własnego położenia, bez względu na to jak jest ono beznadziejne, w końcu masz jakiś punkt odniesienia. To punkt, od którego możesz zacząć. Ja tak właśnie zrobiłem. Wypisałem wszystko, czym się obecnie zajmuje. Zapisałem też swój główny cel.

Zobaczyłem, że ostatnio bardzo dużo czasu pochłaniamy mi rzeczy, które tak naprawdę nie były ważne. Czułem się ciągle zapracowany, jednak nie dawało to efektów. Teraz już wiem dlaczego tak było. Po prostu skupiałem się na sprawach bieżących, zamiast patrzyć na swoje działania w dłuższym horyzoncie.

Oczywiście nie mogłem wywrócić swojego życia do góry nogami. Jednak moim pierwszym celem było dokończenie wszystkich zleceń, które mi zalegały. Chciałem zakończyć wszystko, co ciągle chodziło mi po głowie, ale nie mogłem się do tego zabrać.

Najczęściej były to rzeczy, które z jakichś powodów były dla mnie nudne. Niestety nie można było tego przeskoczyć. Trzeba było na to poświęcić czas. Jednak wiedziałem, że póki będę miał jeszcze wiele tych zadań na głowie, nie będę mógł się skupić na niczym innym.

Kiedy uwolniłem się od tych zadań w końcu odetchnąłem. Czasami robimy coś, czego tak naprawdę nie chcemy robić. Staramy się to odkładać bez końca, ale nie jest to dobre rozwiązanie. Dlatego, jeżeli nie możesz zrezygnować z czegoś tak po prostu, dokończ to i wyrzuć to w końcu ze swojej głowy.

Muszę przyznać, że kiedy się uwolniłem od tych zadań, miałem wyjątkową motywację do dalszej pracy. Czułem się jakbym na pieszej wycieczce po górach, w końcu zdał sobie sprawę, że mam wypakowany plecak kamieniami. Wyrzuciłem ten zbędny balast kamień po kamieniu i w końcu miałem więcej czasu na swoje projekty.

Zobacz jak przez te kilka dni zmienił się mój blog. Praktycznie jest nie do poznania. Uporządkowałem na nim wszystko. Mam konkretny plan na jego rozwój. Ten blog pochłania mi naprawdę dużo czasu, jednak wierzę, że będzie on dla mnie ważnym elementem biznesu.

Co ciekawe, zbierałem się do tego przez ponad pół roku. No i jakoś nie miałem siły się zebrać. Wydawało mi się to niemożliwe, żeby zrobić to wszystko w kilka dni. Wyobrażałem sobie, że będzie to praca na kilka tygodni. Jednak była to tylko wymówka, która pozwalała mi zwlekać. Najtrudniej było jak zawsze zacząć, później było z górki.

Brak decyzji też jest decyzją.

To na co poświęcamy swój czas, jest naszym wyborem. To na co nie mamy czasu, jest również naszym wyborem. Brak decyzji też jest decyzją, na którą wielu z nas nie może sobie pozwolić, jeżeli naprawdę chcemy coś zmienić w swoim życiu.

Jestem pewien, że bez tej trudnej rozmowy z moją Żoną, nadal bym tkwił w miejscu. Człowiek jest już tak skonstruowany, że potrafi sobie wmówić bardzo wiele rzeczy. Nawet jeżeli potrafimy wskazać błędy u innych, takich błędów nie widzimy u siebie. W końcu łatwiej zobaczyć drzazgę w oku swego brata, niż dostrzec belkę we własnym oku.

Wiem, że wiele par powinno odbyć podobną rozmowę. Jednak wiem również, że wiele z nich nie ma na to odwagi. Trwają w takim zawieszeniu, które do niczego nie prowadzi. Czasami się zastanawiam, jak zachęcić innych do tego, aby szczerze potrafili mówić o trudnościach, które dostrzegają u swojego partnera.

Choć samo mówienie nie jest największym problemem. Największym problemem jest słuchanie. Wielu mężczyzn nie chce słuchać o swoich błędach i porażkach. Sam tego nie lubię i najchętniej znalazłbym dla siebie ze sto usprawiedliwień. Jednak czasem po prostu bardziej opłaca się posłuchać i przemyśleć to, co ma do powiedzenia najbliższa dla nas osoba.

Kobieto, wstrząśnij NIM w końcu!

Myślę, że po przeczytaniu tego tekstu, w głowach wielu czytelniczek pojawi się pytanie: „czy naprawdę powinnam powiedzieć o tym swojemu facetowi?”. Jeżeli chcesz posłuchać mojej rady, to nawet się nie powinnaś nad tym zastanawiać, po prostu musisz to zrobić.

Jeżeli widzisz, że Twój partner utknął, pomóż mu ruszyć z miejsca. Jeżeli widzisz, że poświęca swoje życie na rzeczy, które nie są tak naprawdę istotne, wstrząśnij nim, aby w końcu się obudził. Może na początku nie będzie tym zachwycony. Jednak patrząc na to w dłuższej perspektywie, będzie Ci za to wdzięczny.

Bo pamiętaj, że nie chodzi tylko o niego. To w końcu Wasze wspólne życie. Czy nadal chcesz patrzeć na to, jak Twój partner błądzi po omacku? Czasami, gdy utkniemy w codzienności i sprawach bieżących, nie potrafimy zauważyć prawdziwego celu naszego życia. Sam byłem właśnie w takim miejscu i potrzebowałem tego kubła zimnej wody, aby się z niego wydostać.

Wiem, że nie jest to łatwe. W takiej sytuacji każda ze stron musi zmierzyć się z silnymi emocjami. Jednak dla wielu związków będzie to chwila przełomowa. Możliwe, że zbyt długo trwało dla Was to zawieszenie w próżni. Czasami warto dolać oliwy do ognia, aby ten się szybciej wypalił.

Wstrząśnij NIM kiedy widzisz, że tego potrzebuje. Naprawdę wierzę w to, że mężczyźni, którzy odnoszą sukces, mają u swojego boku wyjątkowe kobiety. Działa to również w drugą stronę. Bo prawda jest taka, że w dobrym związku, potrafimy się wspierać zarówno w tych dobrych, jak i trudnych sytuacjach.

Życzę Ci dużo siły i odwagi.

Pozdrawiam,

Patryk Wójcik – psycholog.


Zapraszam Cię również na mojego Facebooka: Psychologia, związki i rozwój osobisty. 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here