Zapisałem ostatnio ten cytat i długo nad nim myślałem. Czy lepiej kochać, ale nie być kochanym? A może lepiej jest nie kochać, ale być przez kogoś kochanym? Jak sama odpowiedziałabyś na to pytanie?

Nowy cykl #szorty.

Ten artykuł jest pierwszym w nowym cyklu #szorty. W tym cyklu będę pisał krótkie artykuły na bardzo ważne tematy. Wiem, że czytacie mojego bloga w różnych sytuacjach i często macie na to tylko kilka minut. W tym cyklu będę starał się Was zachęcić do zastanowienia nad tematami, na które zazwyczaj nie mamy czasu.

Kochać i nie być kochanym?

Jak czujesz się w sytuacji, w której bardzo mocno kogoś kochasz, ale wiesz, że ten ktoś nie odwzajemnia Twojej miłości? Wiesz, że mogłabyś dla tej osoby zrobić niemal wszystko, ale jesteś świadoma również tego, że nie możesz spodziewać się rewanżu.

Czy znasz pary, w których miłość wypaliła się w połowie? W tych związkach najczęściej jedna strona nadal walczy o związek. Nie poddaje się mimo tego, że druga strona zadaje jej najboleśniejszą ranę – obojętność.

Nie kochać i być kochanym?

On mów, że kocha Cię nad życie. Obiecuje, że zrobiłby dla Ciebie wszystko. Jesteś jego Światem. Nikogo nie kochał wcześniej tak, jak kocha Ciebie. A Ty zupełnie nic nie czujesz. Jesteś pusta w środku jak wydmuszka.

Nie potrafisz już nawet udawać, że odwzajemniasz jego uczucie. Coś się w Tobie wypaliło, coś zniknęło, a Ty boisz się, że nigdy już tego nie odzyskasz. To Twój wewnętrzny dramat, o którym tak naprawdę nie potrafisz nikomu opowiedzieć.

Bo jak można wytłumaczyć komuś własne emocje? A co gorsza, jak można wytłumaczyć ich brak? Jego miłość rani Cię, bo stale Ci przypomina o tym, że sama nie potrafisz kochać. Nie wiesz czy chodzi o to, że nie potrafisz pokochać Jego, czy w ogóle nie potrafisz kochać?

Twój osobisty dylemat.

Pytanie, które jest sensem tego artykułu, pochodzi prawdopodobnie od Wojciecha Eichelbergera, wybitnego polskiego psychologa i psychoterapeuty. Nie wiem jak odpowiedziałby na nie Pan Wojciech, jednak ja jestem pewien, że odpowiedź może być tylko jedna.

Wydaje mi się, że lepiej kochać i nie być kochanym, niż nie kochać i być kochanym. Bo kiedy dajesz komuś całą siebie, kiedy obdarzasz kogoś miłością, zawsze masz nadzieję, że coś z tego będzie. Miłość jest najlepszą motywacją, choćby nawet była niespełniona.

Jednak kiedy czujesz, że ktoś kocha Cię ponad własne życie, a Ty zupełnie niczego do niego nie czujesz, to jest to Twoja osobista tragedia. Ta pustka musi być przerażająca. Ktoś darzy Cię prawdziwym uczuciem, a Ty nie potrafisz tego odwzajemnić.

Kiedy nie kochasz, ale jesteś kochana, Twoje życie może być naprawdę trudne. Oczywiście możesz teraz przypominać sobie patologiczne związki, w których to mężczyzna jest zupełnie obojętny i dobrze mu się z tym żyje. Wszystko dostaje podane pod nos, a sam nie musi się starać. Jednak nie chcę pisać tu o tego typu patologicznych związkach.

Kiedy zdajesz sobie sprawę, że nie potrafisz kochać, Twoje życie zamienia się w koszmar. Brakuje Ci tego, co jest potrzebne do życia jak powietrze. Miłości nie da się udawać, bo bardzo szybko zmienia się to udawanie w lekceważenie i złość. Miłość jest darem, którego wiele osób nie docenia.

Pytanie?

A Ty jak myślisz? Czy lepiej kochać i nie być kochanym, czy nie kochać i być kochanym? Jaka byłaby Twoja odpowiedź na to pytanie?

Był to pierwszy artykuł w nowej serii #szorty – krótkie artykuły na ważne tematy. Daj znać w komentarzu, czy ten cykl Ci się podoba.

Pozdrawiam,

Patryk Wójcik – psycholog.


Zapraszam Cię również na mojego Facebooka: Psychologia, związki i rozwój osobisty. Znajdziesz tam sporo inspiracji na temat psychologii i związków.

5 KOMENTARZE

  1. Cykl bomba
    Osobiście uważam, że lepiej kochać i nie być kochanym niż odwrotnie. Sama miałam „przyjemność” przeżyć oba przypadki i jednak ten pierwszy był jak dla mnie „lepszy”. Jestem zdecydowanie za wrazliwa i faceta, który mówi, że mnie kocha i żebym Mu dała 1% szansy A o resztę się postara, jest mi po prostu żal.

  2. Jeśli ktoś nas kocha a my nie odwazajemniamy znaczy że nie trafia w nasz świat nie ma powodu by robić sobie z tego wyrzuty natomiast gdy kochamy ale bez wzajemności sami musimy siboe odpowiedzieć dlaczego właśnie taką osobę wybieramy, ludzie szukają spelnienia a wpatrywanie się w kogoś z nadzieją odwazajemnienia przy jednoczesnej świadomości że to nie możliwe jest wypalające. A jeśli idzie o odpowiedź na dylemat to lepiej rozważnie lokować uczucia i szanować siebie bo nade wszystko warto kochać i być kochanym.

  3. Uważam, że dramaty są w obu sytuacjach. Doświadczyłam pierwszej, tkwię w drugiej. Kochać i być nie kochanym: Młodzieńcza szaleńcza miłość, której podporządkowałam całe swoje życie, sprzeniewierzyłam wszystkie ideały, zero zgodności, wspólnych poglądów, dyskusji, przyjaźni. Czysta esencja wręcz uzależnienie byle by być z tą osobą. Skończona jak zwykle dramatem, bynajmniej nie z mojej strony stała się motorem do drugiego związku: porozumienia dusz, wspólnych pasji i rozmów i ogromniej miłości ze strony męża. I niestety to też jest dramat, może nie tak drastyczny jak w pierwszej sytuacji, bo nie mogę się zmusić do namiętności, nie mogę wykrzesać z siebie więcej niż przywiązanie, przyjaźń, ale nie skończę tego związku bo wiem, że na to nie zasługuję i musi nas kochać za nas oboje. P.s. Nigdy na ten temat z mężem nie rozmawiałam, lecz nie raz w dyskusji żuci mi gorzko, że on wie że ja go nie Kocham. Saa przed sobą nawet nie potrafię tego głośno powiedzieć, bo czym jest w końcu miłość? Czy związek opierający się na przyjaźni, zgodzie i wspólnym patrzeniu jest zły? Czy brak namiętności z jednej strony jest podstawą do jego zakończenia? W imię czego Harlekinowskich Ideałów? Więc odpowiadając: nie wiem bo całe życie mam wewnętrzną walkę i obie sytuacje są do kitu.

  4. Czy można kochać, nie będąc kochanym? Można. Można codziennie myśleć o tej osobie, można projektować wspólną przyszłość i jednocześnie mieć świadomość, że ta druga osoba nie odegra w naszym życiu znaczącej roli. Będzie to tylko iluzja miłości, mocno zapętlonej i wyłącznie jednostronnej. Osoba, którą obdarzamy miłością wcale nie musi mieć wyrzutów sumienia. Po prostu nie kocha, to nie znaczy, że nie pokocha innej osoby.
    W literaturze nieszczęśliwa miłość to (zazwyczaj) nieodwzajemnione uczucie. Nie spotkałem się z osobą na tyle empatyczną, która miałaby do siebie pretensje o to, że nie potrafi odwzajemnić miłości.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here