Jak odnaleźć własną pasję? To chyba jedno z najczęściej zadawanych pytań w dzisiejszych czasach. Sama koncepcja pasji, a nawet samo słowo „pasja”, działa na wiele osób niczym płachta na byka.  

Wiele osób czuje wręcz przymus „pasjonowania” się czymś, aby spełniać dzisiejsze standardy. Jednak dziś nie o takiej pasji chciałbym mówić. Z uśmiechem na ustach zostałem ostatnio zainspirowany niesamowitą rozmową Ariadny Wiczling z Sigrun (link do podcastu).

Ariadna jest osobą, która inspiruje wiele kobiet do podejmowania wyzwań biznesowych, dlatego w dzisiejszym wpisie oddaje głos Basi, mojej żonie, która podzieli się z Wami przemyśleniami na temat pasji i wyzwań w życiu.

Z wielką przyjemnością przekazuję głos Basi i zachęcam do przeczytania artykułu, bo niesie on za sobą sporą dawkę pozytywnych emocji.

Obiecano mi publikację wpisu gościnnego. Jako, że jestem człowiekiem wątłej wiary stwierdziłam, że nie uwierzę dopóki nie zobaczę wpisu na stronie! Mimo wszystko jest, co opowiadać. Trzeba zacząć od tego, że dobrze jest mieć obeznanego w Internecie partnera.

Mój mąż bardzo uważnie śledzi strefę kobiecego Internetu o charakterze biznesowym. Na początku myślałam, że gdzieś się zagubił, ale chciałam dać temu szansę. Mąż zapoznał mnie z dwiema przeuroczymi przedsiębiorczymi paniami, za co mogę być mu wdzięczna. Jedną z nich jest Sirgun Gudjonsdottir.

Pierwszy raz miałam okazję wysłuchać jej wystąpienia na TED o pasji w życiu i pracy. Cenię osoby o tak rozbrajającym i zabawnym, a jednocześnie charyzmatycznym typie osobowości.

Drugą z Pań, której to materiały widziałam po raz pierwszy, jest Ariadna Wiczling. Muszę przyznać, że strona: ponitceariadny.pl dzięki swojej estetyce i przejrzystości zachęca czytelnika do ponownego odwiedzenia tego miejsca.

Wpis ten ma za zadanie podzielić się refleksjami, jak i kilkoma wrażeniami z przesłuchanego wywiadu. Na początku dowiadujemy się, że są ludzie o jednej pasji, która jest pożądana na rynku, jednak są też osoby „multipassion”, jak nazywa je Sirgun.

Oznacza to, że nie mają jednej pasji, lecz nie jest równoznaczne z tym, że nie mogą swojej wszechstronności wykorzystać w biznesie. Warto te pasje sprawdzać, rozpowszechniać w środowisku rynkowym i testować zainteresowanie klientów.

W wywiadzie pada również bardzo ważne pytanie: jak odnaleźć swoją pasję? Odpowiedź jest bardzo praktyczna: najpierw konfrontujemy się z własnymi problemami, które sami umiemy rozwiązać, a później zastanawiamy się czy inni też potrzebują naszej wiedzy i byliby skłonni za nią zapłacić.

Ten wspólny mianownik to gotowy przepis na biznes. Wskazówka Sirgun, która bardzo mi się spodobała, to: zawsze miej wizję! Jak mawiają optymistyczni Amerykanie: be careful what you wish because you just might get it.

I tak tutaj dostajemy poradę by mieć wizję i to całkiem konkretną, bo tylko w ten sposób zorientujemy się, że wchodzi ona w życie! Mogę sobie tylko wyobrazić jak przyjemne musi być zorientowanie się, że to, co było naszym marzeniem, staje się naszą rzeczywistością, „tu i teraz”.

Inny wniosek, który jest według mnie bardzo wartościowy to fakt, że biznes względem życia jest wtórny. Co to znaczy? Najpierw zaobserwuj, jaki styl życia wyznajesz, a później zastanów się, jaki biznes będzie pasował do Twojej życiowej drogi.

W końcu ktoś, komu marzy się praca w systemie „home office” nie powinien zakładać kawiarni, gdzie musiałby poświęcać swoje popołudnia i weekendy w pracy, a nie w domu bliżej rodziny.  Myślę, że ta wskazówka jest bardzo cenna i warta podkreślenia. Najpierw poukładaj sobie życie, biznes przyjdzie później.

To dokładnie tak, jak w sferze sercowej. Najpierw pożyj sam ze sobą, za małżeństwo bierz się z „poukładaną” głową, wolną od życiowych rozterek. Sirgun zaleca też dużą świadomość biznesu, w który chcemy wejść. Lepiej uzmysłowić sobie, że wszystko ma swoje cienie i blaski.

Nawet realizowanie naszych marzeń nie będzie drogą usłaną różami. Poza tym pojawia się też często zasłyszana już w świecie przedsiębiorców rada, która przy okazji jest sloganem Nike: Just do it!

Najważniejsze to robić, a pod żadnym pozorem nie wolno poddawać się negatywnemu głosowi w głowie. Niestety często najbliżsi nie dają nam najwłaściwszych rad, chcąc nas uchronić przed porażką nie mówią nam tego, co akurat powinniśmy słyszeć, czyli: RÓB – a dopiero później pomyślisz jak już zrobisz.

Z wywiadu wynosimy też kilka złotych myśli dla świeżaków w biznesie. Po pierwsze: nie bój się działać na początku za darmo. Podobno 100 pierwszych sesji coachingowych za darmo, wypełni Ci kalendarz na wiele miesięcy.

Wśród osób chętnych pojawią się potencjalni klienci, jak i osoby nieskłonne do dalszej współpracy, jednak nic tak nie przekonuje do przedsiębiorcy jak możliwość nawiązania z nim bezpośredniego kontaktu. By jednak nie czuć się wykorzystanym, oferty darmowych usług warto określać, jako limitowane w czasie.

Po drugie: zaczynaj od małych kroków i drobnych zleceń. Działaj etapami i sprawdzaj efekty. Po trzecie: gdy masz już swoją społeczność, klientów, followersów, ludzi, którzy Ci ufają – masz możliwość pominięcia etapu „pracy za darmo”. Jeśli są to osoby chętne zakupić od Ciebie usługę, pozwól im.

I w końcu po czwarte: koniecznie podziel swoje produkty na różne przedziały cenowe. Przyjmuje się, że pięć poziomów cenowych jest całkiem rozsądnym systemem. Niech ich wartość rośnie wraz z tym, na ile osobiście możesz podjeść do klienta.

Jeśli jest to ebook, jego cena musi być dużo niższa niż grupowa sesja coachingowa, ale i taka sesja będzie tańsza niż sesja „jeden na jeden”. To, że ceny Twoich usług z reguły są wysokie nie oznacza, że wszystkie Twoje produkty powinny dużo kosztować. Wręcz przeciwnie, zróżnicowanie w cenie może okazać się dużo korzystniejsze dla biznesu.

Z tej 45 minutowej rozmowy można uzyskać bardzo wiele rzeczowych i wartościowych informacji w pigułce. Pokrzepiający jest fakt, że wszyscy, nawet ludzie biznesu odczuwają lęk i zwątpienie krocząc drogą do sukcesu.

Usłyszałam gdzieś, że taki lęk jest dobry, bo oznacza on, że chcesz coś zmienić, że coś doskwiera Ci w Twoim obecnym życiu. To, co mnie zaskakuje, to fakt, że ten lęk jest OK. Jak można sądzić, że jakakolwiek negatywna emocja może być OK? Zadaję sobie to pytanie za każdym razem, gdy ją czuję.

Odczuwam ją naprawdę często, bo jestem na początku swojej drogi. Mam marzenia, lecz nie mam jednej pasji. Mam chęci, lecz i „na karku” perfekcjonizm. Co tu zrobić? Na szczęście mam też męża, który zabrnął w meandry kobiecego ruchu wspierania przedsiębiorczości.

Bardzo cenne jest dla mnie spojrzenie osób takich jak Sirgun, czy Ariadny.  Tak, więc obiecano mi publikację. Ciekawe czy ujrzy ona światło dzienne… a raczej światło Twojego monitora. Dziękuję za uwagę!

Basia Wójcik