Pięć lat razem. Dla niektórych to niedługo. Jednak dla mnie to było całe życie. Byliśmy zaręczeni i mieliśmy plany na przyszłość. Poznaliśmy się w zupełnie innych okolicznościach i sporo się od tamtego czasu zmieniło. Ja nadal go kocham, ale ON wybrał inne życie. Opowiem Ci moją historię, abyś nigdy nie musiała sama przez to przechodzić.

Nasze nieśmiałe początki.

Jak wiele par poznaliśmy się w czasie studiów. ON miał bronić magistra, a ja dopiero zaczynałam. Mieliśmy wspólnych znajomych i tak się wszystko zaczęło. Na początku nie zwracałam na niego uwagi. Później ON zaczął się bardziej starać. Coś mi się w nim spodobało.

Zakochałam się po raz pierwszy w życiu w ten sposób. Nie mówiłam tego na głos, ale miałam nadzieję, że to ten jedyny. To był świetny czas na zbliżenie się do siebie. Wiedzieliśmy, że to dla nas najlepsza chwila, aby beztrosko korzystać z życia. Za rok ON miał już zacząć pracę na poważnie. Teraz oboje mieliśmy sporo czasu dla siebie.

Po roku zamieszkaliśmy wspólnie. Nie planowaliśmy tego. Jednak znalazłam się w trudnej sytuacji i musiałam zmienić mieszkanie. Stwierdziliśmy wspólnie, że to dla nas znak od życia. Przez pół roku mieszkaliśmy we trójkę z jego bratem. Później zostaliśmy sami. Bardzo miło wspominam ten czas.

Życie i codzienność.

Dobrze nam się wspólnie żyło. ON pracował, a ja nadal się uczyłam. Zastanawiałam się nawet nad przejściem na studia zaoczne i podjęciem pracy. Nie chciałam być dłużej na utrzymaniu rodziców. ON też nie miał lekko, bo pracował w trudnym emocjonalnie zawodzie. Codziennie stykał się z niebezpieczeństwem, a nawet ze śmiercią. Dobrze wiedziałam, że nie jest mu łatwo.

Zdarzało się, że mieliśmy dla siebie mało czasu. Ale to chyba normalne w każdym związku na takim etapie. Staraliśmy się jednak wykorzystywać każdą wolną chwilę, aby coś wspólnie zrobić. Tylko, że tych chwil było coraz mniej. Ja miałam sporą grupę przyjaciół na studiach. ON miał swoich znajomych z pracy, którzy doskonale go rozumieli. Trudno było to wszystko pogodzić, ale próbowaliśmy.

Po niecałych czterech latach oświadczył mi się w dzień przed Walentynkami. Nie chciał tego robić w Walentynki, bo wydawało mu się to oklepane. Totalnie mnie zaskoczył i byłam wtedy najszczęśliwszą kobietą na świecie. To był dla mnie naprawdę szczęśliwy rok. Zaczęłam wtedy pierwszą poważną pracę i stałam się narzeczoną. Czułam się taka dorosła.

Pracowałam i dalej studiowałam zaocznie. Czasu było jeszcze mniej. Wiedziałam jednak, że ON wspiera mnie całym sercem. Ja też go wspierałam i wiedziałam, że musi w jakiś sposób radzić sobie ze stresem. Musiał odreagować, a przynajmniej tak to nazywał. Pozwalałam mu na te wyjazdy ze znajomymi, a nawet go do tego zachęcałam. Chciałam, żeby miał też chwilę dla siebie.

Kryzys zaczyna się po trzydziestce?

Nasze ostatnie miesiące były naprawdę trudne. Zaczęły się kłótnie, które były tak naprawdę o nic. Zupełnie tego nie rozumiałam, bo wcześniej nigdy się to nie zdarzało. Zrzucałam to na jego pracę. Ostatnio pracował na najwyższych obrotach i trudno mu było oderwać się od tego myślami.

Kiedy o tym pomyślę, to nie pamiętam już nawet, kiedy spędziliśmy ostatni weekend tylko we dwoje. Może mieliśmy dla siebie zbyt mało czasu? A może chodzi o to, że ON zaczął tego unikać? Coś się między nami zmieniło. Przestaliśmy się rozumieć i pojawiły się między nami różnicy w priorytetach. Nie potrafiliśmy już rozmawiać o poważnych sprawach. To wtedy  zaczynały się najgorsze kłótnie.

Ja zawsze traktowałam ten związek na poważnie. Kiedy mi się oświadczył poczułam, że ON podchodzi do tego w ten sam sposób. Jednak od tamtego czasu nic się nie zmieniło. Nie padły kolejne słowa, na które tak liczyłam. Potrzebowałam stabilizacji, której ON nie potrafił mi dać.

Kiedy tylko pojawiał się temat ślubu, od razu wpadał w ten swój podły nastrój. Jeszcze gorzej było wtedy, kiedy rozmawialiśmy o dzieciach. Nie chciałam na niego zbytnio naciskać. Chciałam jedynie wiedzieć, co tak naprawdę siedzi w jego głowie. Chciałam wiedzieć co planuje, ale ON nie potrafił mi tego powiedzieć.

Najgorszy był jednak ostatni miesiąc. Kłóciliśmy się niemal codziennie. Czułam się, jakbym rozmawiała z zupełnie obcym człowiekiem. Zupełnie go nie rozumiałam. Kłóciliśmy się chyba o wszystko. ON zaczął znikać w dziwnych godzinach. Przesiadywał nocami przed komputerem. Nawet przestaliśmy wspólnie jeść. Wcześniej przynajmniej raz dziennie staraliśmy się coś wspólnie zjeść.

W piątek powiedział mi, że idzie z kumplami na imprezę. Nie powiedział jednak gdzie i z kim idzie. Wcześniej zawsze to robił, a ja mu zawsze pozwalałam na takie wyjścia. Wrócił nad ranem, a ja zaczynałam się już o niego martwić. Był pijany i w końcu miał odwagę mi to powiedzieć.

Chyba nie miał zamiaru z tym dłużej czekać. Ucieszył się, że nie śpię. Nie obchodziło go nawet, że nie śpię, bo się o niego martwiłam. Po wymianie kilku nic nieznaczących słów powiedział mi prosto w twarz, że zamierza się wyprowadzić. Uważał, że w naszym związku wszystko działo się zbyt szybko. Stwierdził, że nie jest jeszcze gotowy na małżeństwo.

Powiedział mi, że jest jeszcze młody i chce się jeszcze trochę wyszaleć. Związał się ze mną w momencie, kiedy jego koledzy mogli sobie poszaleć. Zaczął mi wmawiać, że on też tego potrzebuje. Mówił, że nie może być ze mną, bo nie jest na to gotowy i nie chce mnie ranić.

W tych kilku słowach przekreślił nasze pięć wspólnych lat. Zachowywał się tak, jakby to już dla niego w ogóle nic nie znaczyło. Na dokładkę dodał, że umawiał się od jakiegoś czasu z innymi dziewczynami i dzięki temu zrozumiał, że nie chce się ograniczać. Nie chce być moim mężem, bo nie jest na to gotowy.

Możesz być pewna, że nie poszliśmy spokojnie spać. Do tej pory nie mogę wybaczyć mu tych słów. Nie chodzi nawet o to, że zmarnowałam pięć lat swojego życia. Chodzi o to, że zaczął zachowywać się jak rozkapryszony dzieciak. Zamiast wspólnego życia, ON miał ochotę na zabawę. Czy tak zachowuje się mężczyzna po trzydziestce? Czy każdy facet zalicza wtedy kryzys? A może ja miałam po prostu strasznego pecha?

Jakie błędy popełniają mężczyźni w związkach?

Ostatnio pracuje z kilkoma klientkami, które mają problemy w związku. Najsmutniejsze jest to, że problemy każdej z nich są w pewien sposób do siebie podobne. Chodzi o to, że ich partnerzy nie byli tak naprawdę gotowi na poważny związek, ale nie potrafili tego w żaden sposób powiedzieć. Dla nich związek był pułapką, z której nie umieli się wydostać.

Tylko ci mężczyźni nie potrafili zrozumieć, że przez swój brak odwagi mogą kogoś bardzo mocno zranić. Moim zdaniem taka postawa to zwykłe tchórzostwo. Jeżeli nie jesteś gotowy na związek, to nie dawaj komuś złudnych nadziei. Nie rób tego tylko dlatego, że jest to dla Ciebie wygodne.

Są jeszcze inne błędy, które nagminnie popełniają mężczyźni. Pięć pojawiających się najczęściej, opisałem w artykule: 5 najgorszych błędów, które popełniają mężczyźni w związkach – część 1. Mam nadzieję, że skłoni Cię on do własnych przemyśleń. Z doświadczenia wiem, że te błędy pojawiają się w wielu związkach. Jednak czy jesteś tego świadoma?

To nie jest świat prawdziwych mężczyzn.

W dzisiejszym świecie trudno powiedzieć, czym jest prawdziwa męskość. Dla mnie zawsze związana jest ona z odwagą. Prawdziwy mężczyzna bierze odpowiedzialność za swoje słowa i decyzje. Nawet jeżeli popełni błąd, będzie potrafił w jakiś sposób go naprawić.

Tylko czy żyjemy w świecie prawdziwych mężczyzn? Z tego co obserwuję, żyjemy raczej w świecie narcyzów i Piotrusiów Panów, którzy nigdy nie chcą dorastać. Dla nich w życiu liczy się tylko zabawa. Patrzą na świat wyłącznie z własnej perspektywy. Zupełnie ich nie obchodzi to, że mogą kogoś zranić. Liczą się tylko ich emocje i uczucia. Twoje emocje są dla nich drugorzędne.

Warto uważać na takich mężczyzn. Polecam Ci artykuł: Po czym poznać, że umówiłaś się z narcyzem? Przeczytaj go uważnie i dobrze zapamiętaj te rady. To, że trafisz w końcu na narcyza, jest bardziej niż pewne. Lepiej żebyś była tego świadoma.

Wnioski?

Kolejne historia kobiety, która oddała swój serce niewłaściwej osobie. Straciła czujność i nie zauważyła, że jej związek w ostatnich miesiącach to była zwykła fikcja. Zaufała mu, ale ON nie był godny zaufania. Nie był dojrzałym mężczyzną. Był chłopcem, który potrzebował kilku drinków na odwagę, aby w końcu jej powiedzieć prawdę.

Co zrobić w momencie, kiedy jedna ze stron potrzebuje deklaracji, na którą druga strona nie jest gotowa? Ile można czekać? Czy warto w takiej sytuacji naciskać, czy lepiej odpuścić? Czy można kogoś zmusić do podjęcia decyzji?

To bardzo trudne pytania. Jednak nigdy nie będziesz naprawdę szczęśliwa, jeżeli nie potrafisz się z nimi zmierzyć. Jeżeli wspólnie z partnerem unikacie trudnych tematów, wasz związek może się skończyć podobnie jak historia tej pary. Żal, smutek, brak zrozumienia i niewybaczalna krzywda. Czy naprawdę tego chcecie?

Oczywiście nie tylko mężczyźni popełniają błędy. Kobietom zdarza się to równie często. Chodzi jednak o to, aby od początku w związku rozmawiać otwarcie o tym, co jest naprawdę ważne. Jeżeli przestajecie o tym rozmawiać, to pierwszy sygnał ostrzegawczy, którego nie warto lekceważyć. Brak rozmów nie sprawi, że problem zniknie. Brak rozmów spowoduje, że problem w końcu znajdzie inną drogę ujścia. Tak było w tym przypadku…

Pozdrawiam,

Patryk Wójcik – psycholog.


Nie wiem czy wiesz, ale otworzyłem właśnie swój mały Sklep z Inspiracjami. Znajdziesz tam moje ulubione książki, a także piękne swetry i sukienki, które wybrała moja Żona. Mam nadzieję, że odwiedzisz mój sklep i znajdziesz tam coś dla siebie.

Zapraszam Cię również na mojego Facebooka: Psychologia, związki i rozwój osobisty.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here