Strona główna » Czy istnieje recepta na szczęście?

Czy istnieje recepta na szczęście?

Czy szczęście jest stanem ulotnym, który może utrzymywać się tylko przez ułamek sekundy? Czy jest to raczej stan, który można dowolnie kształtować? A może receptą na szczęście, jest znalezienie odpowiedniego balansu, między wyjątkowo ulotnymi chwilami szczęścia, a naturalnym dla nas sposobem patrzenia na życie. A może kluczem do szczęścia, jest wypracowanie swoich własnych sposobów na jego wywoływanie?

Zagadnieniem szczęścia zajmuje się psychologia pozytywna i w jej nurcie będę starał się opisać to zagadnienie w tym artykule. Jednym z najsłynniejszych badaczy szczęścia i ogólnie dobrego samopoczucia, jest węgierski psycholog o wdzięcznym nazwisku Mihály Csíkszentmihályi. Jest on specjalistą w badaniu stanu flow, który jest znany wszystkim osobom, które zetknęły się na swojej drodze z podstawami psychologii lub rozwoju osobistego. Ten wyjątkowy stan flow, można porównać do pełnego skupienia na wykonywanej czynności i zatraceniu poczucia czasu. W języku polskim możemy spotkać się też z określeniem tego stanu, jako pełne zanurzenie w jakiejś dziedzinie lub czynności. Jest to całkiem trafne porównanie, ponieważ jeżeli wyobrazimy sobie wejście do wody, a więc zanurzenie, będziemy w łatwy sposób mogli sobie wyobrazić, że woda otacza nas z każdej strony, a każdy nasz ruch związany jest również z ruchem wody. To wzajemne oddziaływanie naszego ciała na wodę, ale także wody na nasze ciało. Podobnie jest w stanie flow, jesteśmy zanurzeni w naszym działaniu, wpływamy na jego realizację, ale też samo działanie popycha nas w konkretnym kierunku. Jednak co ma wspólnego recepta na szczęście, ze stanem flow?

nudaPrzyjrzyjmy się badaniom, w których 8000 osób zapytano, w różnych momentach dnia o to, w jakim są aktualnie nastroju. Wyniki pokazują, że w większości sytuacji ludzie w ciągu dnia, są zestresowani lub znudzeni. A więc jest to dalekie od poczucia pełni szczęścia. Tylko co piąta osoba, deklarowała, że przynajmniej raz dziennie, odczuwa stan satysfakcji i wiąże się on z pełnym skupieniem na tym, co akurat robi. Niestety, aż 15% wszystkich badanych, nie odczuwa takiego stanu nigdy. Na pewno znacie z własnego doświadczenia takie sytuacje, kiedy potraficie w pełnym skupieniu przez godzinę zrobić coś, do czego zabieraliście się kilka dni. Mowa właśnie o takim stanie. Można więc przypuszczać, że to właśnie stan flow, stan pełnego zanurzenia w jakąś czynność, czy sytuację, daje nam poczucie szczęścia. Czy można w jakiś sposób rozwinąć zdolność do przeżywania takiego stanu?

Aby móc rozwinąć zdolność do odczuwania stanu flow, trzeba zrozumieć jego genezę. Związany jest on ściśle z pełną uwagą, a więc i z maksymalnym zaangażowaniem. Taki stan jest praktycznie niemożliwy do osiągnięcia podczas wykonywania czynności, których nie lubimy i które nas nudzą. Aby osiągnąć pełne zaangażowanie, musimy dokładnie wiedzieć, czego tak naprawdę chcemy od życia. Kolejny raz dochodzimy więc do pytania: kim jestem? Jeżeli szczerze nie będziemy poszukiwać odpowiedzi na to pytanie, to trudno będzie nam określić, czego tak naprawdę od życia chcemy. Powtarzam się już po raz kolejny, że pytanie kim jestem? jest fundamentem i podstawą naszego rozwoju. Co więcej, napisałem, że najważniejsze jest poszukiwanie odpowiedzi na to pytanie, a nie znalezienie odpowiedzi na nie. Wydaje mi się, że nie jest możliwe znalezienie jednoznacznej i ostatecznej odpowiedzi na to pytanie. A nawet jeżeli byłoby to możliwe, to nie życzyłbym chyba tego nikomu, ponieważ życie w takiej sytuacji stało by się bardzo nudne. Sensem i przyczyną naszego rozwoju, jest właśnie ciągłe dążenie do tego, aby zrozumieć kim jesteśmy i czego chcemy od życia. Pytanie kim jestem? związane jest również z tym, co mogę dać innym.  Więc podstawą do rozwoju umiejętności przebywania w stanie flow, będzie zmaganie się z poznaniem samego siebie. Od tego zaczynamy.

Idąc krok dalej, musimy pamiętać, że aby stan flow mógł wystąpić, musimy być zmotywowani do tego co robimy. Jeżeli chodzi o samą motywację, ważne żeby nasze działanie miało dla nas znaczenie i miało konkretny cel. Konkretność tego celu może być subiektywna, bo w tym wypadku to nasza ocena jest najważniejsza. Pisałem już o tym wcześniej w artykule na temat wyznaczania kierunku swoich działań i przypominam, że nie możecie pozwolić na to, aby ktoś mówił wam, że wasz cel nie jest konkretny. To wy macie to oceniać, nikt inny. Subiektywny cel, powinien zapewnić nam wystarczająco dużo entuzjazmu, abyśmy chcieli podjąć działanie. Ostatnim składnikiem motywacji, która może prowadzić do wystąpienia stanu flow, jest wyzwanie. Mam tu na myśli choćby odrobinę presji w działaniu, które chcemy podjąć. Wyzwanie i presja również są tu subiektywne. Dla jednych wyzwaniem będzie podejmowanie coraz to nowszych zajęć, a dla innych wyzwaniem może być wykonywanie po raz setny tej samej czynności, ale z uwagą na to, aby ten raz był lepszy od poprzednich. Takie wyzwanie ładnie ujął John Lock, mówiąc, że „twój cel powinien być wystarczająco niski, aby go osiągnąć i wystarczająco wysoki, aby miał dla Ciebie znaczenie”. Jest to kolejny klucz do flow, a więc i do poczucia szczęścia.

samolotJednak zanim podejmiemy konkretne działanie, musimy zrobić coś jeszcze. Chodzi tu o podjęcie inicjatywy, a więc zrobienie pierwszego kroku. Jak wiadomo, pierwszy krok jest zazwyczaj najtrudniejszy. Do mnie najlepiej przemawia metafora samolotu. Nie trudno jest nam sobie wyobrazić, wielką, wręcz ogromną maszynę na pasie startowym. Samo wprawienie jej w ruch, wymaga niezwykle wielkiej siły. Do oderwania samolotu od ziemi, potrzeba wielkiej energii, aby przełamać prawa grawitacji. A później, gdy samolot już leci, wydaje się nam to takie płynne. Leci niczym latawiec, swobodnie wykonując manewry w powietrzu. W swoim działaniu podobni jesteśmy często do takich wielkich i topornych samolotów, czekających na pasach startowych. Czekamy i czekamy, nasz start się opóźnia, bo nie mamy wystarczającej siły, aby zacząć ruch i wystarczającej energii, aby oderwać się od ziemi. Ten etap jest najtrudniejszy, a później… Później już widać tylko efekty naszej pracy i wszystko z perspektywy czasu wygląda na banalnie proste i płynne, niczym swobodne manewry samolotu w przestworzach. Podjęcie inicjatywy, a więc zrobienie pierwszego kroku, wiąże się często z wyjściem poza swoją strefę komfortu. Na samej strefie komfortu nie chciał bym się skupiać tu zbyt długo. Napiszę o niej w przyszłych artykułach. Potraktujmy swoją strefę komfortu, jak ciepłe łóżko, które tak trudno opuścić rano. Jest tam miło i bezpiecznie, ale nie można spędzić w nim całego życia. Wyjście poza strefę komfortu powinno być związane z podjęciem świadomego działania. Ważne jest więc tutaj wzięcie odpowiedzialności za swoje wybory, ponieważ każdy konkretny wybór, wiąże się z odrzuceniem innych możliwości. Tu znów wracamy do pytania: kim jestem? Jeżeli szczerze, sami przed sobą, nie poszukujemy na nie odpowiedzi, nie ma szans, abyśmy chętnie brali odpowiedzialność za swoje decyzje i podejmować konkretną inicjatywę w działaniu. Jeżeli jestem pewien – w danym momencie – tego kim jestem, nie będę zachowywał się jak liść na wietrze, który jest szarpany, raz w jedną, a raz w drugą stronę. Branie odpowiedzialności, wiąże się ze świadomym i intencjonalnym działaniem w jakąś konkretna stronę, w konkretnym celu.

Zatrzymajmy się na chwilę w tym poszukiwaniu sposobów na uchwycenie stanu flow. Zastanówmy się, co jest po drugiej stronie, a więc czym jest przeciwieństwo stanu flow? Możecie się czasem spotkać z nazwaniem takiego stanu przeciwnego do flow, jako frazzle. Przyznam, że nie jest to zbyt często używana nazwa, nawet sam używam jej rzadko. Jednak nie o nazwę tu chodzi, ale o opis tego stanu. Stan ten możemy również nazwać stanem zszarganych nerwów i wiąże się on z długotrwałym odczuwaniem stresu. Stres ten jest przyczyną naszego wyczerpania, bo walka ze stresem kosztuje nas często wiele energii i emocji. A ostatecznie, może to prowadzić do naszego wypalenia, czy to zawodowego, czy szerzej do wypalenia naszej motywacji do działania. W takiej sytuacji zamiast podejmować inicjatywę, zaczynamy się zamartwiać i plączemy się między własnymi myślami. Ten stan może prowadzić również do pozornych (udawanych) prób podjęcia inicjatywy. Jest to stan, w którym niby bardzo dużo mamy na głowie i bardzo dużo robimy, ale tak naprawdę nie robimy nic, a czas przepływa nam przez palce. Jest to stan bardzo wyczerpujący, bo z jednej strony czujemy napięcie, związane z pozornym nadmiarem obowiązków, a z drugiej strony możemy mieć sobie za złe, że tak naprawdę nic wielkiego nie robimy. Tak może się rozpędzić nasze błędne koło. Doskonale uzmysławia taki stan paradoks wakacji. Na pewno każdy z Was, zna przynajmniej jedna osobę, która uległa wpływowi paradoksu wakacji. Polega on na tym, że ciężko pracujemy i wyczekujemy momentu, kiedy będziemy mieli trochę czasu dla siebie. Czy to wakacje, czy czas urlopu – czekamy na chwilę kiedy w końcu będziemy mogli odpocząć i zająć się sobą. Jednak kiedy już taki czas przychodzi, mamy upragniony urlop, całkowicie nie wiemy co z tym wolnym czasem zrobić. Zamiast go wykorzystać i działać, zastanawiamy się nad celem i sensem jakiegokolwiek działania. Kiedy nagle zostajemy pozbawieni struktury, która jest swego rodzaju nawykiem, czujemy się zagubieni. W pracy dawaliśmy z siebie wszystko, aby w końcu mieć wolne. Kiedy mamy już wolne, spędzamy ten czas pasywnie. Nie podejmując żadnej inicjatywy, jesteśmy bierni wobec otaczającego nas świata. Czas przepływa nam przez palce i urlop się kończy. Znacie syndrom odpoczywania po wakacjach? Ja znam wiele takich osób, które męczą się, wręcz duszą, kiedy mają za dużo czasu wolnego. W ich rozumieniu, czas wolny, to czas w którym nie wykonują swojej obowiązkowej pracy. Jednak, aby ten czas przyczynił się do czegoś dobrego w naszym życiu, sami powinniśmy nadać mu strukturę. Jednak do tego potrzebna jest inicjatywa, pierwszy krok. I koło się zamyka.

krasnalNo dobra, koniec tych pesymizmów. Chciałem pokazać Wam jednak, drugą stronę medalu z napisem szczęście. Muszę przyznać, że jak pisze te słowa, wydaje mi się to jeszcze bardziej odstraszające, niż wtedy, kiedy tylko o tym myślałem. Jeżeli więc chcemy uniknąć takiego stanu. Ba, nawet więcej, jeżeli chcemy zawalczyć o stan flow, powinniśmy skupić się na kilku kwestiach. Powrócimy więc do badań, wcześniej przedstawianego, uroczego Węgra, Mihálya Csíkszentmihályia. Wnioskiem jego badań nad stanem flow, jest kilka niezbędnych warunków, o które powinniśmy zadbać, aby ten stan osiągnąć. Przede wszystkim powinniśmy się intensywnie skoncentrować na kierunku naszego działania. Powinniśmy skupić się na działaniu, które jest nam dobrze znane i mamy poczucie, że w pełni rozumiemy ten temat. Chodzi tu najbardziej o to, że wiemy jak będą wyglądać poszczególne kroki naszego działania. Nie musimy wiedzieć dokładnie jaki efekt uzyskamy w każdym z kroków, ale same kroki postępowania będą nam dobrze znane. Kolejna rzecz to poczucie ekstazy, które wielu z nas może w tym kontekście bardzo dziwnie się kojarzyć. Mówimy tu o ekstazie, która ma na celu ograniczyć odczuwanie zewnętrznych bodźców, aby w pełni skupić się na wykonywanej czynności. Ekstaza ta wiąże się też z ukierunkowaniem myśli na to co robimy, a nie bujaniem w obłokach. Pełna koncentracja na naszym celu. Aby mieć szanse osiągnąć stan flow, powinniśmy mieć też dostęp do szybkich informacji zwrotnych, a więc powinniśmy widzieć efekty naszego działania. Ten punkt jest bardzo istotny, ponieważ każdy twórca, w momencie kiedy widzi, że jego dzieło nabiera kształtów, motywuje się jeszcze bardziej. To tak jak z pisanie tego artykułu. Na początku było trudno, teraz z każdym zdaniem jest łatwiej. Skupiam się tylko na tym zadaniu, a moje myśli są ukierunkowane na to, aby w pełni przekazać sens tematu. Widzę też rezultaty swojej pracy. Kolejne słowa, zdania, a w końcu strony. To właśnie mam na myśli mówiąc o szybkiej informacji zwrotnej. Kolejną ważną rzeczą będzie możliwość osiągnięcia wyznaczonego celu, a o tym mówiłem już wcześniej. Cel ma być wyzwaniem, ale nie może być ponad nasze siły. Człowiek jest istotą inteligentną i rzadko jest w stanie zmotywować się do porywania się z motyką na słońce. W działaniu, które jest dla nas wyzwaniem, możemy się zapomnieć i przestać zwracać uwagę, na pojawiające się problemy. To trochę tak, że nasze myśli układają się harmonijnie i nie mamy czasu zajmować się niczym innym, niż tym co w danej chwili robimy. Takie skupienie, można porównać do wiązki lasera. Jeden mały punkcik, nic więcej się nie liczy. Ostatnim warunkiem ułatwiającym osiągnięcie stan flow, jest poczucie sensowności w tym co robimy. Jeżeli podjęte działania, są naszym zdaniem częścią czegoś większego i pozwalają nam przekroczyć granicę własnych słabości, będą dla nas wyjątkowo motywujące. Człowiek wyjątkowo ceni sobie wszystkie działania, które są tak jakby przedłużeniem sensu jego istnienia. Można to porównać do tego, że nasze działanie, pokazuje na zewnątrz kim jesteśmy naprawdę. To takie namacalne uchwycenie naszego stanu, czy obecnej chwili. Jeżeli skupimy się na tych punktach i zadbamy, aby pojawiły się w naszym działaniu, mamy szanse na osiągnięcie stanu flow.

Czy istnieje recepta na szczęście? Myślę, że istnieje ich nawet kilka. Każdy może wypracować nawet swoją. W tym artykule, chciałem zachęcić Was, do poszukiwania szczęścia w działaniu. Czy to w działaniu codziennym, czy odświętnym. Jednak niech to będzie działanie świadome. Kolejny raz pokazałem również, że bez dogłębnego badania kim się jest, ciężko jest nam przekraczać granicę własnego rozwoju.

Pozdrawiam,
Patryk Wójcik.

 

A jeżeli temat coachingu i rozwoju osobistego Cię ciekawi, a także trafia do Ciebie mój sposób patrzenia na świat, napisz do mnie. Możemy wspólnie popracować nad Twoim rozwojem.