Praktycznie codziennie słyszę lub czytam o tym, dlaczego jedni ludzie odnoszą sukces, a inni nadal stoją i się przyglądają. Jednak najgorsze jest to, że większość tych opowieści to zwykłe brednie. Ludzie zbyt pochopnie wyciągają wnioski, skupiając się wyłącznie na tym co widać na pierwszy rzut oka. Mit samodyscypliny jest właśnie tego przykładem.

Samodyscyplina to umiejętność nie robienia czegoś.

Jak sobie poczytasz trochę na temat samodyscypliny to zauważysz, że większość osób powtarza się w tym temacie. Bez względu na to, czy trafisz na blog o rozwoju osobistym, czy psychologii sukcesu, samodyscyplina pokazywana jest tam zazwyczaj w bardzo prymitywnej formie.

Jest takie jedno zdanie, które powielane jest praktycznie wszędzie. „Samodyscyplina to zdolność robienia tego, co trzeba, kiedy trzeba i bez względu na to, czy się nam chce, czy nie”. Autorem tego zdania jest prawdopodobnie Elbert Hubbard, choć w świecie memów i cytatów w internecie niczego nie możemy być pewni.

W pierwszej chwili, zgodziłbyś się z tym zdaniem bez mrugnięcia okiem. Jednak ważne żebyś zrozumiał, że to zdanie brzmi naprawdę świetnie, jednak jest puste w środku. W jaki sposób masz się skupić na tym co trzeba robić? Dlaczego może Ci się nie chcieć robić tego, co Twoim zdaniem jest ważne? Czy nie wydaje Ci się to trochę sprzeczne?

O tym dlaczego musimy nauczyć się eliminowania ze swojego życia zadań, które nie mają większego sensu, pisałem już wcześniej w artykule Aby osiągnąć sukces, naucz się pracować mniej.  Swoją drogą, jest to najchętniej czytany artykuł od momentu jego publikacji. Ciekawe czy chodzi o tytuł, który całkiem dużo obiecuje, czy raczej o to, że coraz więcej osób zaczyna rozumieć, że większość metod zarządzania czasem to zwyczajne brednie?

Samokontrola to najważniejszy składnik samodyscypliny.

I tak jak pisałem już wcześniej o robieniu tego co jest naprawdę ważne, zdecydowanie uważam, że najważniejszym składnikiem samodyscypliny w naszych czasach, jest samokontrola. Moje ujęcie samokontroli będzie tu bardzo proste, jest to wyłącznie zdolność do NIE robienia wszystkiego, co nie przynosi nam efektów.

Niby banalne, ale w XXI wieku, gdzie informacje bombardują nas z każdej strony, nasza samokontrola jest naprawdę słaba. Wystarczy, że poobserwujesz się chwilę. Ile razy Ci się zdarzyło, że bezwiednie zaczynasz sprawdzać pocztę email, albo swój telefon? Ile razy przyłapujesz się na skrolowaniu Facebooka? Ile razy wpędzasz się w poczucie zapracowania i zabiegania, a tak naprawdę nie wiesz czym powinieneś się zająć? To wszystko osłabia Twoją samokontrolę.

Moje myślenie w tym temacie jest naprawdę proste. Jeżeli nie mamy samokontroli i zaczynamy zajmować się tysiącem małych i zupełnie nieistotnych spraw, nie mamy czasu na robienie tego, co jest naprawdę ważne. A jeżeli nie mamy czasu i ucieka nam dzień za dniem, to nie mamy możliwości robić „tego co trzeba i kiedy trzeba”.

Samodyscyplina zaczyna się od eliminacji.

Dlatego uważam, że zanim nauczymy się robić to co trzeba, musimy wyeliminować ze swojego życia to, co zabiera nam czas, ale nie jest związane z naszym celem lub planem działania. Pamiętaj o zasadzie Pareto 80/20. Jeżeli będziesz miał ciągle z tyłu głowy, że 80% Twoich działań nie przynosi żadnych rezultatów, a Twoje efekty są wynikiem pozostałych 20%, będziesz naprawdę wkurzony, kiedy zaczniesz marnować swój czas.

Dodatkowym błędem w zdaniu opisującym samodyscyplinę, które przytoczyłem Ci wcześniej, jest podejście do motywacji. Dlaczego samodyscyplina ma być robieniem czegoś „bez względu na to, czy się nam chce, czy nie”? Takie podejście wydaje mi się błędne.

Wierzę w naszą wewnętrzną potrzebę robienia tego co jest ważne oraz w to, że człowiek strasznie nie lubi robić rzeczy bezsensownych. To nasz wewnętrzny mechanizm obronny, który chroni nas przed wypaleniem, do którego może prowadzić ciągłe skupianie się na pierdołach. Dlaczego mamy więc z tego mechanizmu rezygnować i robić wszystko, bez względu na to, czy nam się chce, czy nie?

Raczej powinniśmy przyjrzeć się swoim zadaniom. Drogą eliminacji w pierwszej kolejności powinniśmy pozbyć się tych, których nie chce nam się robić najmocniej. Prawdopodobnie będą to czynności, w które nie wierzymy. Eliminacja może mieć tu różną postać. Czasami takie zadania muszą  być wykonane, więc możemy je zlecić komuś innemu. Czasami jednak ( i zdarza się to chyba najczęściej) wystarczy po prostu tego nie robić i nic się nie stanie.

Sam miałem takie doświadczenie, kiedy moja lista zadań do wykonania powiększyła się do jakichś monstrualnych rozmiarów. Czym więcej było na niej rzeczy do zrobienia, tym gorzej było mi się za nie zabrać. W pewnym momencie wiedziałem, że nie wykonam wszystkich zadań. To po prostu nie było możliwe. Dlatego postanowiłem przeprowadzić prosty eksperyment.

Policzyłem ile punktów znajduje się na mojej liście. Później wykreśliłem z niej 50% zadań, które uznałem za najmniej ważne. Nie miałem odwagi, żeby zastosować zasadę Pareto 80/20. Zdecydowanie wykreślenia 80% zadań nie zniósł bym psychicznie w tamtym momencie.

Dodatkowo nie zrobiłem żadnej kopii wykreślonych zadań, bo znam siebie dobrze. Wiedziałem, że w pewnym momencie, wróciłbym do nich i wyciągnął je ponownie na moją listę. Musiałem się więc zabezpieczyć, przed samym sobą. Nie było kopii, więc to co zostało skasowane, przestało istnieć i już.

No i co się stało?

Dokładnie nie stało się NIC. Świat się nie zawalił, a ja odzyskałem chęć do zabrania się za swoje zadania. Było ich nadal znacznie za dużo, bo zbyt wiele zostało odłożonych na ostatnią chwilę, jednak była to krótsza lista i łatwiej było się z nią zmierzyć.

Czy poniosłem jakieś konsekwencje nie zrobienia tych 50%? Tak, dostałem kilka emaili z przypomnieniem, że coś obiecałem. Przeprosiłem i załatwiłem to w pierwszej kolejności. Każdemu może się przecież coś takiego zdarzyć. Jednak nie były to rzeczy na tyle poważne, że pociągały za sobą jakieś straszne konsekwencje.

Jak się okazało, większość rzeczy rozwiązała się sama. Całkiem spora oszczędność czasu, jak na tak proste działanie. Często jest tak, że to inni obarczają nas swoimi zadaniami. Jeżeli o nich zapomnimy, to albo się przypomną (co oznacza, że zadanie jest ważne), albo sami rozwiążą swój problem (co oznacza, że tylko zawracali nam dupę).

Naprawdę nie wszystko musi być na naszej głowie. Sam mam skłonność do tego, żeby robić wiele rzeczy za innych. Zawsze starałem się być pomocny i życzliwy. Jednak w dłuższej perspektywie to nie ma sensu. To jak dotacje europejskie, które tylko rozleniwiają przedsiębiorców i wypaczają obraz prawdziwego biznesu. Chodzi o to, że trzeba ludziom dać możliwość popełniania błędów. Nie uda się nam pomóc wszystkim.

Zapamiętaj to dokładnie, bo pewnie nie raz Ci się zdarzy, że zostaniesz zawalony robotą. Często w takich momentach przeginamy. Działamy ponad swoje siły, co w dłuższej perspektywie nie prowadzi do niczego dobrego. Jeden dzień dasz radę, nawet z tygodniem sobie poradzisz. Jednak praca na takich obrotach przez miesiąc, albo rok? Wiesz do czego to prowadzi, prawda? Pewnie przychodzi Ci na myśl kilka osób, które działają w taki sposób. Wiesz, że to nie jest wyjście…

Wnioski?

Aby móc szaleć z rozwojem swojej samodyscypliny, musisz mieć na to czas. Jeżeli chcesz mieć czas, musisz nauczyć się eliminacji. Zdecydowanie może Ci w tym pomóc samokontrola, która moim zdaniem jest najważniejszym składnikiem samodyscypliny w naszych czasach.

Nie skupiaj się na tym wszystkim co wiesz na temat samodyscypliny. Nie przeginaj, nie bierz na siebie zbyt wiele. Zaplanuj swoją pracę mądrze i daj innym możliwość popełniania błędów. Zastanów się kto zrzuca na Ciebie najwięcej zadań, którymi nie powinieneś się zajmować.

Czasami możesz dojść do wniosku, że to Ty sam jesteś taką osobą. Zrzucasz na siebie zbyt wiele zadań, bo nie umiesz skupić się na tym co naprawdę ważne. Dlatego w pierwszym kroku pracuj nad eliminacją. Bez umiejętności eliminacji, słuchanie wszystkich mądrych rad na temat samodyscypliny, może Ci przynieść tylko więcej szkody niż pożytku.

Pamiętaj w jakim świecie żyjemy. Pamiętaj o najważniejszych walutach jakimi jest czas i uwaga. Nie rozmieniaj się na drobne w tych dwóch kwestiach. Naucz się wybierać, a nad samodyscypliną popracujesz trochę później. Najpierw zadbaj o swój czas i uwolnij się od balastu zadań, które nie muszą być wykonane.

Pozdrawiam,

Patryk Wójcik – psycholog.

4 KOMENTARZE

  1. Bardzo ważny tekst! I bardzo ale to bardzo się z nim zgadzam. Ostatnio usunąłem, w czasie przeglądu tygodniowego, 30% projektów. NIe stało się nic. W czasie następnego przeglądu mam zamiar znów wycinać. Nie przypadkiem pierwszym krokiem w GTD, kiedy przetwarza się skrzynkę spraw przychodzących, jest DELETE.

    Będę wracał po więcej arykułów 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here