Pamiętasz jeszcze bajki z lat Twojego dzieciństwa? Te które dodawały Ci sił, które kształtowały Twój charakter. Wiele z nich wspominasz dziś z sentymentem. Kilka jest naprawdę wyjątkowych…

Zaczęła się jesień. Widać to po ostatnich wpisach. Taki czas nostalgicznych wspomnień. Najpierw pisałem o zapachu września. A później bardziej ogólnie o wspomnieniach. Przyszła pora na małe podsumowanie tych refleksji.

Do napisania tego wpisu zainspirował mnie post „Seriale z lat dziewięćdziesiątych, które cały czas są świetne”.  Zuch z wielkim sentymentem pisze o świetnych serialach, z lat dziewięćdziesiątych, które są ponadczasowe.

Jednak nie samymi serialami człowiek żył w tamtych czasach. Naszą osobowość i nasz charakter, kształtowały również bajki. A było co oglądać. Nie wiem jak Wy, ale ja wracam chętnie pamięcią do bohaterów tamtych bajek. To byli nasi stali towarzysze zabaw. Moim zdaniem bardzo silnie wpłynęli na nasze pokolenie. Pamiętacie jeszcze te bajki?

Dragon Ball

dragonballzgroupTo zawsze była i będzie najlepsza bajka w moim życiu. No dobra, wiem, że jest to anime, ale w tamtych czasach, wszystko co było kolorowe, było nazywane bajkami.

Kiedy emitowani Dragon Ball podwórka robiły się puste. Dzieciaki biegły do domów. To była dopiero motywacja, kiedy trzeba było biec kilometr lub dwa, żeby zdążyć na kolejny odcinek. W tej bajce była pewna magia.

Dla mnie głównym przesłaniem Dragon Ball, była radość z życia i radość z tego co się w życiu robi. Jeżeli się czemuś poświęcasz, robisz to na sto procent. Każdego dnia chcesz być lepszy. A nawet jak ci się nie udaje, to podnosisz się i walczysz dalej. Czasami, żeby podnieść się po upadku, trzeba włożyć w to bardzo dużo siły. Z każdej przegranej czerpiesz motywację do ciężkiej pracy.

Była to też opowieść o trudach przyjaźni. Bo przyjaźń nigdy nie jest łatwa i dana nam raz na zawsze. Przyjaźń się zmienia i trzeba na nią wspólnie pracować. To wspólne doświadczenia, kształtują naszą przyjaźń i nasz charakter. Nie można skreślić nikogo już po pierwszej kłótni. W końcu, czasem największy wróg, może być Twoim głównym motywatorem, do pokonywania własnych granic.

Songo to chodząca radość. Jego głupkowate miny i brak obycia w towarzystwie, potrafią rozładować nawet najbardziej napiętą atmosferę. Był dla wielu z nas wzorem do naśladowania. Każdy miał swojego ulubionego bohatera z Dragon Ball. Każdy mógł wybrać, w końcu każdy z nich miał w sobie coś wyjątkowego. Piccolo (Szatan Serduszko) nie mógł się tak po prostu zdecydować, czy jest dobry czy zły. Krilan, który pokazał jak swoją słabość przekuć w atut. Jak nie pamiętacie, to Krilan nie miał nosa, co pomogło mu wygrać ze śmierdzącym przeciwnikiem na 21 Światowym Turnieju Sztuk Walki.

Genialny Żółw to wyjątkowy nauczyciel, który mimo swojego wieku, nadal miał gorącą krew. Pamiętacie chyba, jak lubił „dziewczynki”? Bulma, która zawsze była rządna przygód. Vegeta, który zawsze był krok z tyłu za Songo, jednak jego komentarze na temat świata, zawsze wbijały mnie w fotel. Chichi jako jedyna osoba na świecie i we wszechświecie mogła mówić Songo, co ma robić. To była wyjątkowa kobieta z charakterem – uwielbiałem ją od zawsze. I wielu, wielu innych, którzy byli wyjątkowi. Znacie ich i pamiętacie na pewno. Sam mam już łezkę w oku, to sentyment i wspomnienia tych dziecięcych lat.

Ta bajka wpłynęła na mój charakter. Myślę, że ukształtowała jeszcze wiele charakterów. Była dawką motywacji do przekraczania własnych słabości. Pokazała nam, że nie można się poddawać. Pokazała nam, że ciężką pracą możemy zmienić wszystko. Pokazała, że możemy marzyć i realizować swoje marzenia. Nauczyła nas, że nie ma rzeczy niemożliwych. A w chwilach słabości i zwątpienia, zawsze można było sobie powiedzieć w duchu: „Songo na pewno by nie odpuścił, na pewno dał by radę”. Znacie to uczucie?

Czarodziejka z Księżyca

czarodziejkaTylko mi nie mówcie, że się w niej nie podkochiwaliście. To trochę takie Aniołki Charliego, tylko że w świecie pełnej magii i złych mocy. Była to opowieść przepełniona symboliką opartą na mitologii. Miejscem akcji był w końcu Układ Słoneczny, a każda z Czarodziejek miała imię pochodzące od jakiejś planety lub księżyca.

Była to opowieść o odkrywaniu własnej tożsamości. Główna bohaterka najpierw musiała poszukać odpowiedzi na pytanie kim jest, a później musiała zmierzyć się z własnym przeznaczeniem. Nie zawsze było łatwo. Jednak z pomocą zawsze przychodzili przyjaciele. W swojej podróży nie była sama.

A była to trudna podróż do świata zła i strachu. Czarodziejki nie tylko pokonywały kolejnych wrogów, ale też dowiadywały się coraz więcej o sobie. Tak więc z jednej strony pisały własną historię, ale z drugiej poszukiwały odpowiedzi związanych z przeszłością. W końcu przeszłość w dużym stopniu wpływa na ich późniejsze wybory.

Każdy z nas zmaga się w swoim życiu z własnym Królestwem Ciemności. Zmagamy się ze swoimi słabościami, zmagamy się z własnym lękiem. Czy mamy jednak osoby, które są przy nas blisko? Czy mamy na kim się oprzeć? Z tymi pytaniami w głowie zostawia nas urocza Usagi Tsukino, czyli tytułowa Czarodziejka z Księżyca.

Kapitan Jastrząb

tsuCiekawe ilu bohaterów naszej reprezentacji, swoją przygodę z piłką nożną, zaczęło od inspiracji tą bajką? Kilku światowej klasy piłkarzy się już nawet do takiej inspiracji przyznało.

Kapitan Jastrząb zainspirował Alessandra Del Piero, Zinédine’a Zidane’a, Francesco Tottiego, Lionela Messiego czy Alexisa Sáncheza. Przynajmniej tyle mi wiadomo, ale myślę, że takich piłkarzy jest znacznie więcej.

To historia chłopaka imieniem Tsubasa Ōzora, którego marzeniem jest, zostanie najlepszym piłkarzem na świecie. Cała akcja dzieje się na boisku, a mecze trwają godzinami. Wydaje się nudne? Nic bardziej mylnego.

To historia pełna życiowych mądrości. Kolejny raz dochodzimy do motywu, w którym, najważniejszym celem w życiu, jest rozwój i dążenie do doskonałości. Tsubasa Ōzora chce być najlepszy i odważnie o tym mówi. Czy my potrafimy odważnie mówić o swoich marzeniach?

Każdy ma swojego przeciwnika. Tsubasa Ōzora miał swojego Kojirō Hyūga. Bramkarz Genzo Wakabayashi konkurował z Kenem Wakashimazu. Dzięki takiej konkurencji, mogli się rozwijać. Mieli motywację do tego, żeby wstać rano i trenować. Chcieli być coraz lepsi. Jednak w życiu przychodzi taki moment, że konkurenci muszą walczyć ramię w ramię. Muszą walczyć o wspólny cel. Warto się uczyć takiego podejścia.

Kapitan Jastrząb to nie tylko piłka nożna. To nie tylko rywalizacja. Bajka ta opowiadała o prawdziwej przyjaźni. O budowaniu relacji w zespołach. O wspieraniu tych, którzy w danym momencie mają słabsze chwile.

To pokazanie również indywidualności na tle grupy. Piękne jest również przesłanie brazylijskiego trenera Roberto: „musicie po prostu bawić się piłką…”.  Wyjątkowe słowa, zachęcające do poszukiwania własnej pasji w życiu. Pamiętacie o tym jeszcze? Przyznajcie się, kto zawsze chciał grać z numerem 10 na plecach?

Król Lew

lewNie wiem ja Wy, ale ja mam nadal ciarki na plecach, jak widzę spadającego Mufasę.

W tej historii młody Simba musi się zmierzyć z własnym przeznaczeniem i zostać królem Lwiej Ziemi. A wszystko to w akompaniamencie wyjątkowej muzyki Eltona Johna.

Droga Simby nie była prosta. Jednak miał on niezwykłych towarzyszy podróży. Timon i Pumba to chyba jeden z najbardziej rozpoznawalnych duetów na świecie. Są wielkimi orędownikami pewnej mądrości życiowej, która przydała by się wielu z nas. Wierzą w siłę hakuna matata – czyli nie martw się. Tego właśnie uczą Simbę, który powoli dorasta.

Simba chce uciec od swojego przeznaczenia, nie chce wracać na Lwią Skałę. Jednak w pewnym momencie zaczyna rozumieć, że od przeznaczenia nie ma ucieczki. W życiu nie zawsze jest łatwo, jednak nie można się poddawać. Albo zmierzymy się ze swoim lękiem i z podniesionym czołem będziemy walczyć, albo całe życie będziemy oglądać się za siebie.

Los, przeszłość i przeznaczenie, wszystko zaczyna łączyć się w jedną całość. Na swoją pozycję, trzeba zapracować. I bardzo ważne jest to o co walczymy w naszym życiu. To piękna opowieść o walce dobra ze złem. O tym, że dobry może wzrastać. To właśnie w rozwoju tkwi największa siła. To rozwój na naszej życiowej drodze gwarantuje nam sukces.

Tom i Jerry

tom-and-jerryPiękna historia konfliktu myszy z kotem. Dla mnie jest to idealne przedstawienie mojego dzieciństwa. To taka opowieść o nas i naszym rodzeństwie. O tym, że rywalizujemy ze sobą i stale jesteśmy w konflikcie, ale tak naprawdę, nie potrafimy bez siebie żyć.

Tom jest zarozumiały i nie zwraca uwagi na konsekwencje swoich decyzji. Jerry to sprytna mysz, która bez Toma zanudziła by się na śmierć. Najważniejsze jest jednak to, że jak przychodzą naprawdę trudne chwile, Tom i Jerry potrafią się zjednoczyć. Potrafią współpracować i osiągają wtedy rzeczy, o których sami mogli by tyko pomarzyć.

To opowieść o przeciwieństwach. Podobnie jak dzień i noc. Podobnie jak jing i jang. Jedno bez drugiego nie mogło by istnieć. Uzupełniają się i tworzą całość. Czy my też potrafimy w taki sposób patrzeć na swoje życie?

Czy potrafimy wybaczać? Czy potrafimy się pojednać w naprawdę ważnych chwilach? Myślę, że wiesz o czym mówię. Znasz to z własnego doświadczenia. Znasz to z obserwacji. Czasami myślę, że my Polacy, jesteśmy mistrzami w jednoczeniu się wyłącznie w sytuacjach kryzysowych. Jednak przykład tej bajki pokazuje, że warto.

 

Podsumowanie?

Była tego cała masa. Chciałem zainspirować Was do własnych wspomnień. Jak wiecie, mocno wierzę w siłę słów. Mam nadzieję, że podzielicie się w komentarzach, swoimi ulubionymi bajkami z lat dziewięćdziesiątych.

Myślę, że te bajki miały silny wpływ na to, kim jesteśmy teraz. Uczyły nas pewnych wzorców. Chcieliśmy  naśladować swoich bohaterów. Chcieliśmy być wytrwali. Ja od zawsze szukałem swojej pasji. Czegoś, czemu mógłbym poświęcić całe życie. Czegoś, w czym będę mógł się rozwiać i stawać coraz lepszy.

Tak trafiłem na psychologię. Dzięki tym bajkom znalazłem swoją pasję i mimo trudności, wiem że warto ciężko pracować na swój sukces. Czy też znacie to uczucie?

Pozdrawiam,

Patryk Wójcik

ps. a byliście już na moim Facebooku? Psychologia, coaching i rozwój osobisty.

Więcej bajek tam nie znajdziecie, ale obiecuję, że też jest fajnie 🙂

1 KOMENTARZ

  1. Dragon Balla nigdy nie lubiłam. Zawsze byłam zawiedziona, kiedy włączałam tv i leciało akurat to. Co innego Czarodziejka z Księżyca. Kapitan Jastrząb? W ogóle tego nie kojarzę. O tym, że Król Lew był tak poruszającym i wyciskający łzy dowiedziałam się dopiero jako nastolatka. Jako dziecko znałam tę bajkę, ale jakoś mnie nie ruszała. A Tom i Jerry to była jedna z najnudniejszych bajek.

    Moim faworytem był Yattaman. Trochę się w nim podkochiwałam 😉

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here