Jak długo trzeba przyglądać się parze, aby być pewnym, że się rozstaną? Po czym poznać, że w tym związku nie ma już miłości, a wszystkie emocje dawno już zgasły? A może to tylko przejściowe problemy i wszystko wróci jeszcze do normy?

Efekt utopionych kosztów.

Ludzie nienawidzą zmian. Wolimy to co znane, nawet jeżeli czujemy się przez to nieszczęśliwi. Zmiany nas stresują i już na samą myśl o nich, pojawia się na naszym ciele gęsia skórka. A co tu dopiero mówić o zakończeniu związku?

Przecież decyzja o tym, że się rozstajemy, jest jedną z najpoważniejszych w naszym życiu. Niesie ona za sobą wiele niewygodnych sytuacji. Zastanawiamy się co będzie dalej. Jak zareagują nasi znajomi, nasza rodzina? Jak poukładamy swoje życie na nowo?

I tu właśnie pojawia się efekt utopionych kosztów. Jest to zjawisko psychologiczne, które pokazuje, że ludzie mają skłonności do trzymania się wcześniej podjętych decyzji za wszelką cenę, nawet kiedy te decyzje okazują się niekorzystne.

Jednak, aby ten efekt wystąpił, muszą to być decyzje, które w przeszłości dużo nas kosztowały. Czasami chodzi o pieniądze, czasami o czas, a innym razem o inwestycje emocjonalne. Przecież to wszystko idealnie pasuje do związków.

Efekt utopionych kosztów pokazuje, że ludzie potrafią trwać w beznadziejnym związku tylko dlatego, że w jakiś sposób w niego zainwestowali. To paradoksalne, bo czym dłużej taki pusty związek trwa, tym trudniej się rozstać. Skoro wytrzymałam z nim już te 3 lata, to dam radę.

To całkowicie nieracjonalne zachowanie. Jednak jest ono bardzo częste. Mimo tego, że w związku dawno się coś wypaliło, na siłę się oszukujemy, że coś nas przy sobie trzyma. Jednak w pewnym momencie pojawiają się sygnały ostrzegawcze, które pokazują, że trzeba ten związek zakończyć.

Bo Ty już taki jesteś…

Nie ma nic gorszego, niż ciągłe obrzucanie się oskarżeniami. W związku, który chyli się ku upadkowi, jest to bardzo częste zjawisko. Wtedy każdy gest odbierany jest jako wrogi atak, bez względu na to, czy był on świadomy, czy zupełnie nieświadomy.

Zastanówmy się przez chwilę w jaki sposób oceniamy innych ludzi? Możemy to robić na dwa sposoby. Albo oceniamy ich zachowanie, albo na podstawie zachowania wyciągamy wnioski o cechach danej osoby. Najłatwiej to pokazać na przykładzie.

Pomyśl jak ocenisz osobę jadącą czerwonym, sportowym samochodem, która na cały głos krzyczy: „jak jedziesz palancie, kto ci dał prawo jazdy!”. Bardzo łatwo w takiej sytuacji stwierdzić, że ten kierowca jest zwykłym chamem, burakiem i bucem.

Jednak wystarczy rozszerzyć perspektywę tej sytuacji, aby nie była już tak jednoznaczna. Co byś pomyślała o tym kierowcy, kiedy zareagowałby on w taki sposób, kiedy jadący przed nim kierowca prawie potrącił dziecko na przejściu dla pieszych? Czy wtedy również nazwałabyś go chamem i bucem?

W tej drugiej sytuacji raczej skupiłabyś się wyłącznie na jego zachowaniu w danym momencie na drodze. Oceniłabyś, że w tej sytuacji miał prawo się tak zachować, ale nie znaczy to, że na co dzień zachowuje się w ten sposób. W taki sposób każdego dnia oceniamy otaczający nas świat.

Pierwszym sygnałem ostrzegawczym, który sygnalizuje, że związek zaraz się rozpadnie, jest ciągłe wyciąganie wniosków o cechach partnera, na podstawie jego pojedynczego zachowania. Kiedy ma zły dzień i się nie odzywa, jest od razu gburem (i zawsze taki był).

Kiedy później wraca z pracy, jest oszustem, który na pewno kombinuje coś na boku. Kiedy kupuje kwiaty, to jest to podejrzane, bo na pewno ma w tym jakiś interes. Kiedy idzie z kolegami na piwo, od razu jest pijakiem.

Chodzi o to, że w takich związkach jest dużo agresji, która zawęża perspektywę. Wszystko widziane jest jako atak na drugą osobę. A dodatkowo każde zachowanie jest potwierdzeniem na to, że partner zmienił się w potwora. Działa to oczywiście w obie strony.

Nie potrafimy już ze sobą normalnie rozmawiać.

Seks jest ważny w związku, ale rozmowy są jeszcze ważniejsze. Dlatego jeżeli przestajecie ze sobą rozmawiać w naturalny dla Was sposób to znaczy, że dzieje się coś złego w Waszym związku. W takich sytuacjach każde słowo wywołuje napięcie między partnerami.

Terapeuci zajmujący się związkami znają to doskonale. Wystarczy, że jedna osoba w takim związku otworzy usta, a druga od razu zaczyna się bronić lub przechodzi do kontrataku. Rozmowa na błahe tematy, kończy się soczystą kłótnią. Bo prawda jest taka, że partnerzy dla zasady potrafią spierać się dosłownie o wszystko.

Najgorsze jest jednak to, kiedy w takich rozmowach pojawiają się przytyki, które są związane z pierwszym sygnałem ostrzegawczym. W takich sytuacjach partnerzy obrzucają się oskarżeniami. Padają wtedy najczęściej słowa w stylu: „zawsze”, „nigdy”, „przez Ciebie”, „to wszystko Twoja wina”.

Są to zazwyczaj niesprawiedliwe słowa, które pokazują, że nie potrafimy myśleć już o drugiej osobie w pozytywny sposób. Każe jej słowo wywołuje wściekłość i jest okazją do tego, żeby się na niej odegrać.

Jeżeli spotkałaś się z parą w kryzysie, która rozmawiała w ten sposób, wiesz doskonale co mam na myśli. W takich momentach trudno mi sobie wyobrazić, że te osoby mogły się naprawdę kochać. Padają wtedy tak bolesne słowa, obok których trudno przejść obojętnie.

Najsmutniejsze jest to, że w tak zawziętej walce na słowa, wytaczane są najgorsze argumenty. Kiedy osoby się dobrze znają, wiedzą jak dopiec drugiej stronie. Dlatego takie słowne potyczki w związkach są druzgocące, bo podkopują całe dotychczasowe wspólne życie.

Pamiętasz tylko złe chwile.

Mówi się, że osoby zakochane patrzą na świat przez różowe okulary. Widzą dużo więcej pozytywów, niż zauważyłaby osoba postronna. Takimi prawami rządzi się miłość. Jednak póki dwie osoby są zgodne, co do swojego optymistycznego patrzenia na świat, to wszystko jest w porządku.

Problem zaczyna się w momencie, kiedy sytuacja się odwraca. W związkach na skraju rozpadu, zacierają się wszystkie pozytywne wspomnienia. Pamiętane są znakomicie wszystkie złe i trudne chwile. Dlatego tak często są one punktem zapalnym w rozmowach.

Trudno jest rozmawiać, jeżeli mamy do siebie tak dużo żalu. Ten żal związany jest właśnie z naszą zakrzywioną pamięcią zdarzeń z przeszłości. Jest to więc trzeci sygnał ostrzegawczy, który nie zwiastuje nic dobrego. Jak już pewnie zauważyłaś, te sygnały występują w połączeniu ze sobą i to właśnie w tym wspólnym występowaniu jest największa siła niszcząca związek.

To co kiedyś było urocze, stało się nie do zniesienia.

Ostatni sygnał ostrzegawczy jest bardzo powszechny i pewnie nie raz się z nim spotkałaś. Chodzi o to, że w związkach często podkreślamy znaczenie wyjątkowych cech lub zachowań naszego partnera. Lubimy o tym opowiadać i podkreślamy, że kochamy w nim daną cechę.

Uwielbiam jego śmiech. Poznałabym go w każdej sytuacji. Od zawsze mnie nim rozbawiał i potrafił momentalnie zmienić mój zły nastrój. Tak było na początku związku. Jednak później, ten sam wyjątkowy śmiech, stał się irytujący i nie do zniesienia. Nie mogę już słuchać jak on się śmieje.

Lubiłam jak opowiadał mi historie. Mogłam go słuchać godzinami. Nie ważne było o czym mówił, ważne było w jaki sposób to robił. Tak było na początku związku. Jednak później te opowieści zaczęły mnie irytować. Gadał tylko o sobie, swojej pracy i stale się czymś przechwalał. Nienawidzę tego jak zaczyna swój monolog.

Mam nadzieję, że te dwa przykłady uświadomiły Ci co mam na myśli. Chodzi o to, że zachowanie danej osoby się nie zmieniło. Zmieniło się natomiast postrzeganie tego zachowania przez jej partnera. Czasami są to drobne rzeczy, które dla osób zakochanych wydają się urocze, jednak podczas kryzysu w związku stają się nie do zniesienia.

Wnioski?

Wiele osób tkwi w związkach wyłącznie z przyzwyczajenia i strachu przed zmianą. Efekt utopionych kosztów jest naprawdę silnym i dobrze zbadanym prawem psychologicznym. Nie można go lekceważyć, bo człowiek z natury nie lubi zmian.

Jednak kiedy pojawiają się pewne sygnały ostrzegawcze, nie ma już na co czekać. Kryzys w tym związku jest już tak silny, że wspólne życie staje się katorgą dla obu stron. Kiedy przestajecie ze sobą rozmawiać, oddalacie się od siebie.

Jednak kiedy każda rozmowa jest pretekstem do kłótni, ranicie się podwójnie. Każde z Was pamięta już tylko złe chwile. Wszystkie pozytywne wspomnienia się zatarły, dlatego trudno Wam będzie odbudować do siebie wzajemny szacunek i zaufanie.

Kiedy zaczynacie atakować się na każdym kroku, nie ma sensu tego dalej ciągnąć. Ile jeszcze chcecie prowadzić tę wojnę? Tego pojedynku nie da się wygrać. Po co więc zadawać sobie kolejne rany, które będą goiły się przez całe lata?

Najgorsze jest jednak to, że ludzie trwają w takiej wzajemnej niechęci przez lata. Nie potrafią ze sobą żyć, ale nie potrafią też zakończyć swojego związku. Spirala negatywnych emocji, żalów i pretensji stale się napędza, ale nie potrafią jej przerwać.

Dlatego jeżeli w Twoim związku pojawiły się te sygnały ostrzegawcze, zastanów się dobrze, czy długo jeszcze chcesz to ciągnąć? Wiem, że zmiana jest trudna i ciężka. Wiem, że boisz się wykonać ten krok. Ale tkwiąc w miejscu niczego nie osiągniesz. Nie musisz robić tego dla niego, zrób to dla siebie i w końcu się uwolnij.

Piszecie do mnie często z pytaniem, czy każdy związek można uratować? Oczekujecie, że dostaniecie ode mnie radę, która sprawdzi się w każdej sytuacji. Jednak moim zdaniem, niektórych związków nie można uratować. Kiedy przekroczycie pewne granice, nie odbudujecie już Waszej miłości.

Wielu przykrych słów nie da się cofnąć. Szacunek i zaufanie to coś bardzo kruchego. Buduje się je długo, ale stracić można je w jednej chwili. Dlatego jeżeli czujesz, że w Twoim związku coś pękło, nie próbuj za wszelką cenę trzymać się tego co znane. Zakończ to z klasą, bo Twoja psychika tego potrzebuje.

Pozdrawiam,

Patryk Wójcik – psycholog.


Więcej artykułów na temat psychologii i związków możesz znaleźć na moim Facebooku: Psychologia, związki i rozwój osobisty.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here