Czy można pogrywać sobie z emocjami? Czy można zabawić się czymś kosztem? A może robimy to najczęściej nieświadomie? Może nie zdajemy sobie sprawy, że przez nas ktoś inny bardzo cierpi? Oto historia kobiety, która zakochała się w mężczyźnie, który nie zasługiwał na jej miłość. A może to ONA popełniła błąd?

Początki bywają piękne.

Utknęłam. Kiedy do tego doszło po raz pierwszy, obiecaliśmy sobie, że to niczego nie zmieni w naszej relacji. Potrzebowałem tego. ON chciał w ten sposób odreagować. Powiedzieć, że było miło, to tak jakby niczego nie powiedzieć. Czułam się świetnie. Nigdy wcześniej nie byłam tak spokojna i zrelaksowana. Jednak popełniłam błąd. Chwila nieuwagi i to się stało. Zakochałam się i czar prysł.

Mój związek rozpadł się z dnia na dzień. ON był wtedy jedyną osobą, której mogłam się zwierzyć. Znaliśmy się od dawna. Razem pracowaliśmy, żartowaliśmy i jedliśmy śniadania. Czasami w większej grupie chodziliśmy na piwo. Jednak tego dnia chciałam się wygadać. Poszliśmy tylko we dwoje. Nie piliśmy dużo. ON był jeszcze wtedy w związku.

Do niczego oczywiście nie doszło. Przecież nie byłam w nastroju. Chciałam się wygadać i szukałam pocieszenia. Chciała, żeby ktoś mnie wysłuchał. Padło na niego. Nie wiem tylko, czy chodziło o to, że był akurat pod ręką, czy gdzieś w głębi duszy wiedziałam, że mogę mu w pełni zaufać? Chyba już nigdy się tego nie dowiem.

To było nasze pierwsze spotkanie we dwoje. Od tamtego momentu nie potrafiłabym nawet powiedzieć, ile już mamy ich za sobą. Nadal spędzaliśmy sporo czasu w pracy, jednak było jakoś inaczej. Zaczęliśmy zbliżać się do siebie, rozmawialiśmy na różne tematy. Częściej wychodziliśmy coś zjeść tylko we dwoje. Można powiedzieć, że to była przyjaźń.

ON nadal był w związku, jednak widać było, że to uczucie dogasa. Czym gorzej mu się układało w związku, tym częściej się spotykaliśmy. Zachowywaliśmy się czasem jak para nastolatków, kiedy wspólnie próbowaliśmy rzeczy, na które w poprzednim życiu nie miałabym szans. To jednak nadal była tylko przyjaźń.

Kiedy wszystko zaczyna się zmieniać.

Jego związek się rozpadł. Teraz ja mogłam go pocieszyć. Mocno to przeżył. Próbował walczyć, ale mu się nie udało. W pewnym momencie odpuścił. Coś w nim pękło. Coś się zmieniło. Zamknął się w sobie. Zaczął powtarzać, że chyba nie nadaje się do życia w związku. Myślałam, że mu przejdzie. Chciałam mu jakoś pomóc.

Jego życie się zmieniło. Nadal się spotykaliśmy, ale już nie tak często. Zachowywał się czasem, jakby zostało mu kilka ostatnich dni życia. Chciał wszystkiego spróbować. Odnowił dawne znajomości, zaczął imprezować. Zmienił nawet swój sposób ubierania. Wtedy chyba po raz pierwszy spojrzałam na niego w ten sposób. Wtedy zauważyłam, że jest przystojny. Patrzyłam na niego nie jak na przyjaciela, ale jak na mężczyznę. Pierwszy raz dostrzegłam cechy, które wcześniej ignorowałam.

Ufaliśmy sobie. Rozmawialiśmy otwarcie o wszystkim. ON opowiadał mi o tym, jak bardzo zmieniło się jego życie. Opowiadał mi nawet o swoich podbojach, zarówno tych udanych, jak tych, które zakończyły się przedwcześnie. Lubiłam te nasze pogawędki. Lubiłam nasze wspólne wieczory. Jednak zaczęłam na niego patrzeć w inny sposób.

Granice, których nigdy nie powinniśmy przekraczać.

To wszystko wydarzyło się zbyt szybko. Byliśmy u mnie, piliśmy wino, a w tle leciał jakiś film. Niby spotkanie podobne do wcześniejszych, a jednak było inaczej. Rozmowa zaczęła schodzić na te tematy. Pierwszy raz rozmawialiśmy w taki sposób.

Byliśmy ze sobą blisko, więc nas to nie krępowało. Od słowa do słowa przekraczaliśmy kolejne granice. Zdecydowaliśmy, że oboje tego chcemy. Obiecaliśmy jednak sobie, że to między nami nic nie zmieni. Oboje mamy na to chęć, ale traktujemy to jako niezobowiązującą przygodę. Niestety tylko jemu się to udało.

To był pierwszy i ostatni raz, kiedy przekroczyliśmy tę granicę. ON wywiązał się z obietnicy. Niewiele to dla niego znaczyło. Kolejny podbój, który zakończył się sukcesem. Jednak dla mnie było to coś więcej. Już od dawna wiedziałam, że mam problem. Jednak w tym momencie poczułam, że wpadłam na całego. Przekroczyłam granicę, której nie powinnam przekraczać. Dałam sobie przyzwolenie na to, aby się zaangażować. Popełniłam błąd…

Wiele razy próbowałam przekonać samą siebie, że nie było wcale tak świetnie. To wino zmieniło nasze postrzeganie. To była magia tamtej chwili i nic więcej. Jednak do tej pory wiem, że było to coś niezwykłego. Coś, czego nie przeżyłam nigdy wcześniej. Zakochałam się, choć obiecałam, że tak się nie stanie.

Nie chciałam na niego naciskać. Na początku chciałam, aby nasza relacja nadal wyglądała w ten sam sposób. Ale nie potrafiłam już słuchać o jego podbojach, przygodach i flirtach. Nie potrafiłam być jego przyjaciółką, która wesprze go w każdej sytuacji. Chciałam być kimś więcej, ale ON reagował na to tylko wymuszonym uśmiechem. Podkreślał, ze nie jest gotowy i chętny na kolejny związek.

Czym bardziej starałam się do niego zbliżyć, tym bardziej ON się oddalał. Spotykaliśmy się coraz rzadziej. Nasze rozmowy przestały być takie otwarte i szczere. Czasami czułam, że mnie zwyczajnie unika. Byłam z tym sama. Jeszcze długo wmawiałam sobie, że mogę być jego przyjaciółką, a ON w końcu się we mnie zakocha. Jednak to była niedojrzała fantazja, która już nigdy się nie spełni.

Zaryzykowałam i postawiłam wszystko na jedną kartę. Nie chciałam być już tylko przyjaciółką, ale wiedziałam, że po tych słowach nie będzie już odwrotu. ON się zdziwił, że zrobił mi nadzieje. Nigdy nie traktował tego w ten sposób. Byłam mu bliska, ale tylko tyle. Dobrze się ze mną gadało i razem pracowaliśmy. Spędziliśmy też jedną noc. Potrafił to wszystko streścić do tych kilku zdarzeń. Dla Niego nie byłam nikim więcej. ON nie chciał się angażować, nie chciał się wiązać.

Utknęłam, bo nie potrafię o Nim zapomnieć. Utknęłam, bo się w nim zakochałam. Nie spotykamy się już prawie wcale. W pracy też unikamy rozmów. Jednak ON ciągle jest tak blisko, a ja nie potrafię o Nim zapomnieć. Utknęłam w miejscu, z którego trudno się wydostać.

Miłość czy cierpienie?

Czy można dyskutować z emocjami? Czy można przekroczyć pewne granice i udawać, że nic się nie stało? Czy można sobie pozwolić na przygodę bez zobowiązań? Dla wielu osób odpowiedzi na te pytania są proste i oczywiste. Jednak jeżeli znajdziesz się po tej drugiej stronie i się zakochasz, zobaczysz jak bardzo się mylisz.

Miłość składa się z trzech składników. Pierwszym jest namiętność, drugim intymność, a trzecim poczucie zobowiązania. Opisałem to dokładnie w artykule: Czy przeciwieństwa naprawdę się przyciągają? 

Co się dzieje w przypadku, kiedy w relacji brakuje jednego z tych składników? Czy taka relacja ma szansę przetrwać? A może stanie się to, co spotkało bohaterkę powyższej historii? W tej relacji od początku bardzo mocno rozwijała się między nimi intymność. Dużo rozmawiali i zbliżali się do siebie na poziomie emocjonalnym. Zaczęli sobie ufać.

Jednak w pewnym momencie ONA zaczęła patrzeć na niego w inny sposób. Pojawiła się namiętność, która sprawiła, że zaczęła dostrzegać w nim mężczyznę. Wcześniej był dla niej tylko przyjacielem, ale namiętność sprawiła, że chciała przekroczyć tę granicę.

W końcu się to stało. ONA rozbudziła swoją namiętność, a ON wycofał się z relacji. ONA chciała czegoś więcej, a ON chciał, aby nic w ich relacji się nie zmieniało. Wiele osób myśli, że tylko mężczyźni mogą utknąć w friendzone, ale to nieprawda. Wiele kobiet potrafi zaangażować się w relację, która jest bardzo jednostronna.

W tym przypadku do przekroczenia granic doszło tylko raz. Są relacje, w których jedna ze stron potrafi takie przekraczanie granic traktować jako coś niezobowiązującego, ale druga coraz bardziej zaczyna się angażować. Na koniec zawsze cierpi jedna strona, a druga nie potrafi tego zrozumieć.

Wnioski?

Wiele osób zastanawia się czym jest miłość? Zastanawiają się, czy to co czują jest prawdziwe? W wielu sytuacjach zmagamy się z nierealistycznym obrazem miłości, który wyrobił w nas współczesny świat. Jeżeli czasami o tym myślisz, przeczytaj artykuł: Czy potrafię Cię kochać naprawdę? 

Czy historia tej kobiety jest Ci bliska? Czy potrafisz sobie wyobrazić jej ból? Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że w ten lub podobny sposób krzywdzonych jest wiele osób wokół nas? Czy kiedykolwiek myślałaś o tym, że można się umówić na coś bez zobowiązań? To najczęściej jest możliwe tylko dla jednej ze stron. Druga zawsze ma nadzieję, że będzie z tego coś więcej.

Czasami warto pomyśleć zanim przekroczy się pewną granicę. Od niektórych decyzji nie ma już odwrotu. Nie uda Ci się cofnąć czasu. Czasami warto pomyśleć o drugiej osobie, która może przez Ciebie cierpieć. Warto się upewnić, czy oboje jesteście gotowi na to, na co się umawiacie. Uwierz mi, że w większości przypadków, tylko jedno z Was jest tego pewne…

Pozdrawiam,

Patryk Wójcik – psycholog.


Podobał Ci się artykuł? Zapraszam Cię również na mojego Facebooka: Psychologia, związki i rozwój osobisty.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here