Dałam mu szansę. Jedną, drugą i kilka kolejnych. Jednak on tego nie docenił. Nie potrafił walczyć o nasz związek. Wszystko chciał zrzucić na moją głowę, aż w końcu powiedziałam dość. Ja też nie jestem bez winy. Popełniłam błąd i na zbyt wiele mu pozwalałam. Nie umiałam stawiać wyraźnych granic i to się na mnie zemściło. Czy jest jakiś właściwy moment, aby zakończyć związek i odejść?

Mój związek nie był idealny

Byłam szczęśliwa. Jestem tego pewna. Jednak moje szczęście nie trwało długo. Patrzeliśmy na życie i przyszłość w zupełnie inny sposób. Na początku nie potrafiłam tego dostrzec, byłam taka zakochana. Później zaczęłam widzieć to wyraźnie.

On nigdy nie był odpowiedzialnym mężczyzną. Na początku nawet mi imponowała jego brawura. Wydawało mi się, że nie ma dla niego rzeczy niemożliwych. Tylko, że kiedy kogoś naprawdę kochasz, trudno Ci jest żyć z myślą, że on tak wiele ryzykuje. Nie chcesz go stracić, a on nie potrafi się dla Ciebie zmienić.

Czasami się z tego śmiał. Mówił wtedy, że jego życie wygląda tak, jakby stale przeżywał kryzys wieku średniego. Jednak oboje byliśmy na to już zbyt dojrzali, a przynajmniej tak mi się wydawało. Kiedy wspólnie zamieszkaliśmy, zaczęłam zauważać jego wady.

Był taki nieodpowiedzialny. Ciągle się gdzieś spóźniał. Nawet na wesele mojej siostry weszliśmy kilka minut po czasie, choć mieliśmy chyba najbliżej ze wszystkich. Spóźniał się z robieniem opłat. Co jakiś czas wyłączali nam internet, albo kablówkę. W końcu sama musiałam się zająć płaceniem wszystkich rachunków, choć on tak bardzo się upierał, że pieniądze w domu musi trzymać facet.

Zauważyłam również, że jego życie było ciągłą zabawą. Bez uprzedzenia wychodził na popijawy z kumplami. Na początku nie robiłam mu o to problemu, nigdy nie chciałam być zaborczą kobietą. Jednak kiedy zdarzało się to coraz częściej w środku tygodnia, zaczęłam się o to kłócić.

Do niego jednak nic nie docierało. Uważał, że jest to cześć jego pracy. Musiał dbać o relację z kumplami, bo od dawna pracowali w jednym zespole. Nawet kiedy przez jedną z takich imprez mógł stracić pracę, zupełnie go to nie obeszło. Ja nie mogłam wtedy dojść do siebie przez kilka dni, bo tak zjadał mnie stres.

Rozmawialiśmy, kłóciliśmy się i milczeliśmy. W pewnym momencie tak wyglądało nasze „wspólne życie”. Ja po pracy siedziałam sama w mieszkaniu, a on realizował swoje pasje. Ciągle się o niego martwiłam, bo wiedziałam, że ma duże skłonności do ryzyka. Do tego doszedł hazard i problem z alkoholem.

Wiele razy obiecywał, że się zmieni. Mówił, że ma trudny okres i próbuje sobie to jakoś poukładać. Chciałam mu pomóc bo widziałam, jak stacza się na dno. Jednak nie potrafiłam dać mu następnej szansy, kiedy kolejny raz mnie uderzył. Wtedy cały czar prysł, a ja w końcu obudziłam się z tego koszmaru. Odeszłam i wiem, że nigdy do niego nie wrócę.

A może to była moja wina?

Czasami czuję się winna. Może powinnam zareagować wcześniej? Może za mało walczyłam o nasz związek na samym końcu? Może powinnam spróbować go nakłonić do skorzystania z profesjonalnej pomocy? Teraz to tylko gdybanie, ale czasami nachodzą mnie takie myśli.

Czym dłużej o tym myślę, tym większą mam pewność, że to kolejny nieudany związek, w który się wplątałam. Kiedyś mi się wydawało, że nie mam szczęścia do mężczyzn. Zawsze trafiałam na takich, którzy w końcu pokazywali swoją prawdziwą twarz. Kiedyś wmawiałam sobie, że to zwykły pech.

Teraz już wiem, że była to również moja wina. Nigdy nie należałam do osób pewnych siebie. Mam bardzo niskie poczucie własnej wartości. Kiedy tylko znalazł się ktoś, kto chciał być ze mną, zaczynałam mu ulegać. Godziłam się na wszystko, nawet jeżeli bardzo tego nie chciałam.

Kiedy myślę o swoich wcześniejszych związkach to wyraźnie widzę, że nigdy nie potrafiłam stawiać mężczyznom wyraźnych granic. Nie potrafiłam powiedzieć dość, bo tak strasznie bałam się samotności. Kilka razy przeskakiwałam z jednego nieudanego związku do kolejnego, który okazywał się jeszcze większym rozczarowaniem.

Do niedawana bałam się o tym myśleć. Nie chciałam się do tego przyznać, jednak teraz już wiem, że tylko kiedy zrozumiem swoje błędy i słabości, będę mogła się zmienić. Zaczęłam pracować nad sobą i czuję, że w końcu zaczynam dostrzegać swój problem. Czuję, że mogę odzyskać kontrolę nad swoim życiem.

A może teraz będę szczęśliwa?

Zrozumiałam, że boję się samotności. Nie chcę jednak pakować się w kolejny związek, który będzie mnie wyniszczał psychicznie. Chcę najpierw nauczyć się żyć sama ze sobą. Dzięki temu będę miała szansę lepiej zrozumieć swoje potrzeby.

Wiem, że nie będzie to łatwe. Moje życie wyraźnie pokazuje, że ciągle od czegoś uciekam. Moja niska samoocena wynika z mojego wychowania. Rodzice nie zdają sobie sprawy, jak wielką krzywdę mi wyrządzili, tym ciągłym podcinaniem skrzydeł. Przez wiele lat mojego dorosłego życia próbowali podejmować za mnie decyzje. To właśnie od nich uciekałam i pakowałam się w te nieszczęśliwe związki.

Zaczęłam pracować nad swoją pewnością siebie. Inaczej się ubieram i w końcu zaczęłam o siebie dbać. Zupełnie inaczej się teraz czuję. Kiedy przeglądam się w lustrze, widzę kobietę, która może się komuś podobać. Czuję, że mogę mieć własne zdanie i nie muszę zgadzać się na wszystko, czego chcą ode mnie inni.

Wiem, że jeszcze długa droga przede mną. Jednak nie ma już odwrotu. Nie jestem w stanie wrócić do życia, które miałam wcześniej. Nie jestem w stanie być cichą i pokorną kobietą, która zgadza się na wszystko. Nie chcę przebaczać w nieskończoność i wiązać się z osobami, które nie zasługują na moją miłość.

Tak wiele razy słyszałam, jak moi byli partnerzy obiecywali, że się zmienią. Wybaczałam im nawet najgorsze czyny. Wybaczałam praktycznie wszystko. Jednak dopiero niedawno, potrafiłam wybaczyć swoim rodzicom. Niedawno wybaczyłam również sobie to, że tak długo zgadzałam się, aby inni mówili mi jak mam żyć. Teraz czuję się wolna i chcę w końcu zawalczyć o siebie.

Nadal się boję. Nadal mam swoje słabości i wady. Nadal miewam gorsze dni i chwile zwątpienia. Jednak wiem jedno, nie możesz ciągle wybaczać błędów innym, kiedy nie potrafisz wybaczyć sobie. To w końcu Cię zniszczy. Mnie prawie zniszczyło. Cudem udało mi się wyrwać z tego koszmaru. Nie czekaj tak długo, jak ja czekałam. Szkoda Twojego życia…

Pozdrawiam,

Patryk Wójcik – psycholog.


Zapraszam Cię również na mojego Facebooka: Psychologia, związki i rozwój osobisty.