Chciałabym, żeby to był tylko sen. Nawet najgorszy koszmar kiedyś się kończy. Obudziłabym się, a później wszystko by się jakoś ułożyło. Tylko, że to nie jest sen. Naprawdę to zrobiłam i nic tego nie zmieni. Nie da się cofnąć czasu. Mogę sobie wmawiać, że kiedyś uda mi się zapomnieć. Ale to nie jest możliwe. Przekroczyłam granice i zostałam z tym całkiem sama. Czy będę w stanie dalej kłamać, aby jakoś uratować swoje małżeństwo?

Czy potrafisz mnie zrozumieć?

Byliśmy szczęśliwym małżeństwem. Zawsze mieliśmy dużo czasu dla siebie. Dbaliśmy o ten związek. Wszystko zaczęło się psuć, gdy zaczęliśmy żyć w sposób, na który nie było nas stać. Na początku się tym nie przejmowaliśmy. Wmawialiśmy sobie, że jesteśmy jeszcze młodzi i musimy korzystać z życia. Zawsze chciałam czegoś więcej, a on nie potrafił mi odmówić. Posunęliśmy się jednak o krok za daleko.

Długi rosły i pojawiło się coraz więcej stresu. Musieliśmy zmienić mieszkanie. Ale w końcu i tak zostałam w nim całkiem sama, bo mój mąż wyjechał do pracy zagranicę. Żyliśmy na odległość. To miało być tylko tymczasowe rozwiązanie. Spotykaliśmy się raz lub dwa razy na miesiąc. Staraliśmy się dbać o nasz związek, ale nie mieliśmy złudzeń, że będzie łatwo. Trudno nam się rozmawiało. On dużo pracował, żebyśmy mogli odbić się od dna. Ciągle był zmęczony i nerwowy.

Czy było warto? Czy dla tych kilku chwil przyjemności warto było wpaść w to bagno? Teraz nie mam wątpliwości, że to był nasz wspólny błąd. Myślałam, że nie da się upaść niżej. Czułam, że jestem już na dnie. Spłukana, samotna i wiecznie zestresowana. Martwiłam się jednak tylko o to, aby nikt się nie dowiedział. Zawsze zależało mi na zdaniu innych. Nie chciałam pokazywać swojej słabości. Aż do tego przeklętego dnia.

Te przeklęte walentynki.

To były Walentynki. Chyba nie ma nic bardziej dołującego niż samotna mężatka w pustym mieszkaniu dokładnie 14 lutego. Miałam ochotę się upić. Kupiłam wino, choć tak naprawdę nigdy za nim nie przepadałam. Wypiłam o kilka lampek za dużo. Zrobiłam zdjęcie butelki i kieliszka. Po chwili bezmyślnie wrzuciłam je na swojego Facebooka z dopiskiem „samotne Walentynki”.

To niby nic takiego. Jednak od tego gestu wszystko się zaczęło. Po chwili dostałam wiadomość od Piotrka. Znałam go jeszcze ze studiów, choć już od lat nie rozmawialiśmy. Nie miałam nawet świadomości, że jest w moich znajomych. Zaczęliśmy wymieniać się wiadomościami. Całkowicie straciłam poczucie czasu. Wypiłam jeszcze trochę wina. Czatowaliśmy na Messengerze przez wiele godzin.

Trudno mi było przypomnieć sobie rano, jak znalazłam się w łóżku. Nie miałam zbyt wiele czasu, żeby się nad tym zastanawiać, bo musiałam iść do pracy. Strasznie bolała mnie głowa. Kolejny raz powtarzałam sobie, że więcej nie będę pić wina. Rozmowę z Piotrkiem pamiętałam jak przez mgłę, ale zupełnie się tym nie przejmowałam.

W pracy szło mi całkiem nieźle, jeżeli patrzeć na to ile wypiłam i jak mało spałam. Kolejny raz dbałam o to, aby nie pokazywać swoich słabości. Jednak w pewnym momencie mnie zamurowało. Całkowicie straciłam grunt pod nogami. Mój mały świat się rozleciał na tysiące kawałków. Dostałam krótkiego SMSa od Piotrka. Były w nim tylko trzy słowa, ale tyle wystarczyło, abym straciła na chwilę kontrolę: „myślę o Tobie”. Dlaczego mi to napisał? No i skąd on właściwie ma mój numer?

Zaczęłam przeglądać swojego Messengera. Pisałam mu o wielu rzeczach. Nie byłam jednak świadoma, że rozmawialiśmy również przez telefon. Urwał mi się film. Czasami mi się to zdarza, szczególnie w sytuacji, kiedy upijam się w podłym nastroju. Zupełnie nie pamiętam tej rozmowy. Jednak po wiadomości od niego mogę się tylko domyślać, że posunęliśmy się o kilka kroków za daleko.

Zakazany owoc ma w sobie pewną moc. Trudno się oprzeć pokusie, która jest na wyciągnięcie dłoni. W moim życiu tak wiele się kiedyś działo. Teraz każdy dzień był taki sam. Czułam, że to nie ma sensu. Każdy dzień przepełniał smutek, który przykrywałam warstwą drogiego makijażu. Nigdy nie pozwoliłabym sobie na oszczędności w tej sferze. Gra pozorów jest ważna jeżeli nie chcesz, aby ktoś pomyślał, że jesteś słaba.

Nie odpisałam mu od razu. Wieczorem odezwał się kolejny raz na Messengerze. Kolejny raz dobrze się nam rozmawiało, choć tym razem byłam już całkowicie trzeźwa. Był zabawny i potrafił mnie rozśmieszyć. Nie narzucał się, ale też nie był nieśmiały.

Miał w sobie coś, czego nigdy wcześniej w nim nie zauważyłam. Właśnie to sprawiało, że czekałam na kolejną wiadomość od niego. Pierwszy raz od dawna się uśmiechałam. Może to było nawet coś więcej niż uśmiech? Może to był promyk radości, który pojawił się po tak długim czasie wyczekiwania?

Romans, który zaczął się dużo wcześniej.

Od Walentynek minęło kilka dni. Była niedziela. Zaproponował, abyśmy się w końcu spotkali. Nie powinnam się zgadzać. Wiedziałam, że do nic dobrego nie wyniknie z tego spotkania. Jednak to było silniejsze ode mnie.

Dobrze wiesz co się działo, kiedy już się spotkaliśmy. Było jeszcze lepiej niż mogłam sobie wyobrażać. Poczułam, że znowu żyję. Poczułam się młoda, piękna i kochana. Choć tak naprawdę o żadną miłość tu nie chodziło. To była czysta chemia. Pożądanie, które przyciągało nas do siebie. To było coś, czego potrzebowałam już od dawna. Kolejny raz się zatracić i nie myśleć o niczym.

Zapomniałam o swoich problemach. Zapomniałam o długach i ciasnym mieszkaniu. Zapomniałam o mężu, który miał wiele pretensji o to, jak wygląda obecnie nasze życie. To wszystko przestało mieć znaczenie, kiedy przekraczałam kolejne granice pakując się po uszy w ten romans.

Czy kiedykolwiek myślałam o konsekwencjach? To jak zadać pytanie alkoholikowi, który trzyma jeszcze pełną flaszkę wódki. Czy on myśli o konsekwencjach, gdy pogrąża się w swój nałóg? Po prostu reagowałam na to, co przynosił mi los. Zawsze tak robiłam.

Od tego czasu najgorszą zmorą były dla mnie momenty, kiedy mąż wracał na kilka dni do domu. Stale się wtedy kłóciliśmy, a ja myślami byłam zupełnie gdzie indziej. Nie potrafiłam z nim rozmawiać. Nawet wtedy kilka razy spotkałam się z Piotrkiem. Były to krótkie spotkania, które pozwoliły nam odreagować stresy. On też miał swoje problemy, ale byłam zbyt zajęta sobą, aby się czegoś więcej o tym dowiedzieć. Wolałam to ignorować, bo tak było dużo łatwiej dla nas obojga.

Mąż miał już dość tej rozłąki. Nie wiem czy podejrzewał, że go zdradzam. Nigdy mi tego nie powiedział wprost. Dał mi jedynie do zrozumienia, że niedługo wróci na stałe do kraju. Nie potrafiłam się z tego cieszyć. Kiedy był zagranicą, nie myślałam o tym co robię. Żyłam pracą i tym co później łączyło nas z Piotrkiem. Jak mogłabym teraz wrócić do swojego zwyczajnego i nudnego życia?

To miał być ostatni raz, kiedy mąż wyjeżdżał do pracy. Ostatnie pięć lub siedem tygodni wolności. Wiedziałam, że muszę skończyć ten romans. Nie było to jednak takie proste. Piotrek spełniał moje fantazje i było nam razem tak dobrze. Jednak moja racjonalna strona mi podpowiadała, że to nie może trwać wiecznie. Nie będę tego w stanie dłużej ciągnąć, jak wróci mój mąż.

Niewiele wiedziałam o Piotrku. Niby dużo rozmawialiśmy, ale tak naprawdę bardzo słabo siebie znaliśmy. To było oczywiste, że łączy nas zupełnie coś innego. Pomału zaczęłam zauważać, że on też przed czymś ucieka. Spotkania ze mną były dla niego odskocznią. Jednak coś się między nami zaczęło zmieniać. Nie było już tego ognia, który był na początku. Przestaliśmy nawet spotykać się codziennie. Nigdy to nie były długie spotkania, ale wpadał do mnie wieczorem choć na chwilę. Teraz zdarzało się to bardzo rzadko.

Los rozdaje kolejny zestaw kart.

Wmawiałam sobie, że wszystko się jakoś ułoży. Nie wiedziałam tylko jak to zakończyć. Los jednak potrafi zrobić mi jak zawszę niespodziankę. Kolejny raz się o tym przekonałam. Była niedziela. Kolejny raz organizowali w mieście jedną z tych imprez masowych, na którą nigdy nie masz ochoty pójść, a i tak ktoś cię tam wyciągnie. Tak było i tym razem. Poszłam tam z kilkoma znajomymi z pracy. Mieliśmy wypić kilka piw i porozmawiać. To miało być luźne i niezobowiązujące wyjście.

Czułam się jak zawsze na tego typu spotkaniach. To po prostu trzeba przetrwać. Jednak wszystko się zmieniło, kiedy ich zobaczyłam. Szczęśliwa rodzinka. Dwójka dzieci. On i ona uśmiechnięci i trzymający się za ręce. Zamurowało mnie. To był Piotrek. Zauważył mnie, ale nie zareagował. Zupełnie jakby go to nie ruszało. Przeszli obok mnie, a ja nie odezwałam się słowem.

Po kilku dniach dowiedziałam się wszystkiego. Miał żonę i dwójkę dzieci. Nie układało im się ostatnio, a ona wyjechała do rodziców. Walczył o ten związek i w końcu udało mu się go odzyskać. Ja byłam tylko lekarstwem na jego stres. Miałam nigdy więcej się do niego nie odezwać. Jednak nasz romans miał swoje konsekwencje.

Mój maż miał wrócić za dwa tygodnie. Powinnam się z tego cieszyć. Mój romans zakończył się sam, choć kolejny raz to ja czułam się porzucona. Problem jednak w tym, że byłam w ciąży. Dowiedziałam się tego niedawno. Gdzieś popełniliśmy błąd i się stało. Nie dość, że zdradzałam męża, kiedy on ciężko pracował na spłatę naszych wspólnych długów, to jeszcze zaszłam w ciąże z kochankiem.

Czy mogę jeszcze uratować swoje małżeństwo? Czy kolejny raz tylko kłamstwo może mnie uratować? Do tej pory zawsze mi się udawało. Czy będę mieć jednak w sobie na tyle dużo siły, aby kłamać już do końca swojego życia? Kolejny raz zdam się na los. Do tej pory to było zawsze najlepsze rozwiązanie…

Dlaczego ludzie zdradzają?

W wielu wiadomościach od czytelników mojego bloga pojawia się jedno pytanie. Dlaczego ludzie zdradzają? Czasami łatwiej jest nam to zrozumieć, kiedy zdrada pojawia się w związku, w którym od dawna się już nie układało. Najtrudniej jednak myśleć nam o zdradzie, która zdarza się w pozornie szczęśliwej relacji. To właśnie takich zdrad boimy się najbardziej.

W jednym z wcześniejszych artykułów opisałem kilka powodów zdrad. Dotyczą one mężczyzn, ale bardzo łatwo możesz sobie przełożyć to na problemy kobiet. Jeżeli ten temat w jakiś sposób Cię ciekawi, albo przeraża, przeczytaj koniecznie artykuł: Dlaczego mężczyźni zdradzają?

Czy po przekroczeniu tej granicy można odbudować jeszcze związek? Czy każdy zasługuje na drogą szansę? Są to pytania zbyt ogólne, żeby znaleźć na nie jednoznaczną odpowiedź. Głównym problemem jest jednak to, że nie potrafimy rozmawiać ze sobą na takie tematy.

Po napisaniu artykułu To strasznie, ale ludzie nie wiedzą czym jest ZDRADA w dzisiejszym świecie, dostałem od Was wiele wiadomości, że dokładnie taka sytuacja zdarzyła się w Waszym związku. Ktoś przekroczył granice, o której istnieniu nawet nie wiedział. Kiedy w końcu ludzie się obudzą i przestaną popełniać ten błąd?

Kiedy zaczniemy otarcie ze sobą rozmawiać na temat własnych granic? Kiedy zaczniemy mówić o zasadach, które powinny być spoiwem naszego związku? Dlaczego ciągle unikamy tego tematu? Czy boimy się poznać odpowiedzi? A może nie potrafimy być wobec siebie uczciwi?

Dobrze się zastanów, czym jest dla Ciebie zdrada? Czy jest ona tym samym dla Twojego partnera? A może oboje podchodzicie do tego tematu w inny sposób? Nigdy się o tym nie przekonasz, jeżeli nie nauczysz się o tym rozmawiać.

Czy bohaterka tej historii nauczy się czegoś po swoich błędach? Czy będzie miała szansę uratować swój związek? A może podejdzie do tego problemu tak jak zwykle i zda się na los? Może oszuka swojego męża i spróbuje kolejnych kłamstw i sztuczek, aby o niczym się nie dowiedział? Czy w ich małżeństwie tylko on wziął odpowiedzialność za ich wspólne błędy? Czy może ona w ten sposób starała sobie z tymi błędami poradzić?

Jak oceniasz jej zachowanie? Czy potrafisz ją zrozumieć? A może od razu wydałabyś wyrok? Czy potrafisz sobie wyobrazić, że znalazłabyś się w podobnej sytuacji? Możesz podzielić się swoimi przemyśleniami w komentarzach. Na pewno będzie to ciekawe.

Sprawdźmy co przyniesie Nam los…

Pozdrawiam,

Patryk Wójcik – psycholog.


Zapraszam Cię również na mojego Facebooka: Psychologia, związki i rozwój osobisty.

Możesz dołączyć również do mojej Kameralnej Listy Mailingowej, na którą zapraszam tylko stałych czytelników.

1 KOMENTARZ

  1. Ja niestety bylam ofiarę takiej „ucieczki od problemów”, szcześliwie trafiłam na spy shop i Panowie zaproponowali mi kamerkę do domu. Bardzo szybko wyszło szydlo z worka. Nie miałam ochoty na tłumaczenia, po prostu odeszłam z dnia na dzień. Trzeba umieć rozmawiac i sobie radzic, a nie uciekać do innej osoby…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here