Wielu z nas nie rozumie, że słowa naprawdę mają duże znaczenie. Rzucamy wiele słów na wiatr. Nie przywiązujemy uwagi do tego jak mówimy i w jaki sposób myślimy o najważniejszych dla nas sprawach. To duży błąd, bo czasami wystarczy jedna drobna zmiana, aby zmieniło się całkowicie nasze podejście do danego tematu.

Czy idziesz do pracy, czy do roboty?

Kiedy zadzwonił budzik, nie mógł uwierzyć, że noc minęła tak szybko. Każdy dzień dłużył mu się w nieskończoność. Natomiast noce, jedyne chwile, w których miał spokój, mijały mu błyskawicznie. Musiał wstać od razu bo wiedział, że jeżeli tylko pozwoli sobie na krótką drzemkę, to znów się spóźni.

Ulegał czasem tej pokusie. Przykładał ponownie głowę do poduszki, a z każdą kolejną minutą było mu trudniej wstać. To trwa już od dawna. Sam nawet nie pamięta jak do tego doszło. Jak pozwolił sobie na to, aby przebywać tak długo w miejscu, którego szczerze nienawidził.

Nie pamiętał nawet kiedy nazywał to miejsce pracą. Może jeszcze rok temu, kiedy współpracownicy i przełożeni nie zdążyli podciąć mu skrzydeł. Jeszcze wtedy wierzył, że można tam coś zmienić. Wierzył w to, że świeże pomysły naprawdę mają znaczenie i ktoś ich w końcu wysłucha. Był naiwny, bo był młody. Dopiero zaczynał i była to dla niego praca marzeń.

Teraz praca zmieniła się w robotę, a miejsce, do którego chodzi o świcie nazywa obozem. To trochę symboliczne, bo czuje się tam jakby się dusił. Mimo tego, że nie musi podbijać karty i zarabia całkiem dobrze, czuje, że ta robota go wykończy.

Wszystko zaczęło się walić, kiedy jego praca zamieniła się w robotę. Kiedy stracił resztki motywacji i wiary w to, że naprawdę coś znaczy. Teraz jest tylko jednym z trybików tej maszyny. Najgorsze jest to, że się do tego przyzwyczaił. Była to praca jego marzeń, a stała się robotą, która w końcu go wykończy.

W jakim otoczeniu pracujesz?

Mówi się, że człowiek jest elastyczny i może się przyzwyczaić praktycznie do wszystkiego. Jednak jest to mit, z którym próbowałem walczyć w artykule: „Czy do wszystkiego można się przyzwyczaić?”. Jeżeli do tej pory go nie przeczytałeś, to sporo tracisz. Może nadal się oszukujesz, że potrafisz zaadoptować się do każdych warunków.

To trochę jak ze wspinaczką górską. Chcesz wejść na Mount Everest albo K2, jednak nie zrobisz tego w jedno popołudnie. Musisz przyzwyczajać się do wysokości i uczyć się oddychania rozrzedzonym powietrzem. Przy odpowiednim treningu możesz to zrobić.

Jednak taka adaptacja jest tylko chwilowa. Nie będziesz w stanie tam przeżyć. Będziesz miał tylko chwilę na zdobycie szczytu, a później i tak musisz zejść niżej. Nie da się przyzwyczaić do życia w takich warunkach. Dlaczego więc próbujesz tego w swoim codziennym życiu?

Czy zastanawiasz się jak wpływa na Ciebie środowisko Twojej pracy? Czy jest to miejsce, w którym możesz się rozwijać? Czy jest to miejsce, w której masz wokół siebie ludzi, którym możesz zaufać? A może jesteś jednym z zawodników, którzy biorą udział w niekończącym się wyścigu szczurów?

Prawda jest taka, że do złego środowiska pracy nie można się przyzwyczaić tak samo, jak do życia na Mount Everest. Oczywiście jesteś tam w stanie przetrwać jakiś czas, jednak w pewnym momencie zaczniesz odczuwać brak „tlenu”.

Kiedy kortyzol szaleje w Twoim ciele.

Kiedy przebywasz w niesprzyjającym środowisku pracy, w Twoich żyłach ciągle krąży kortyzol. Jest on nazywany „hormonem stresu” i pojawia się w sytuacjach, kiedy musisz zmobilizować się do działania. W dawnych czasach była to motywacja albo do walki, albo do ucieczki.

Co się jednak dzieje, kiedy całe dnie chodzisz nabuzowany kortyzolem? Nie chodzi mi o to, że masz szansę nabawić się poważnej choroby jak zawał, czy udar. Nie chodzi o to, że prędzej, czy później będziesz miał nadciśnienie.

Chodzi mi o to, że ciągłe pompowanie kortyzolu w organizmie, nie pozwoli Ci zwolnić i się odprężyć. Spadniesz w kołowrotek, który był śmiertelny już dla wielu osób przed Tobą. Będziesz żył w ciągłym stresie i napięciu. A po godzinach, będziesz szukał ukojenia nerwów w alkoholu i innych eksperymentach.

Zaczniesz coraz częściej zabierać swoją pracę do domu. A może już to robisz? Co oczywiście wpłynie na Twoją rodzinę. Niby będziesz obecny przy nich ciałem, ale Twoje myśli ciągle będą błądzić gdzieś indziej. Przecież doskonale znasz obraz takiego człowieka. Jednak czy kiedykolwiek myślałeś, że sam się nim staniesz?

Te słowa mają znaczenie.

Chyba się ze mną zgodzisz, że chodzenie do pacy jest dużo przyjemniejsze, niż chodzenie do roboty? Z pracy jesteś dumny. Wiesz, że to co robisz ma większe znaczenie i sens. Masz wpływ na to, jak wygląda Twoja przyszłość. W robocie jesteś tylko jednym z wielu pionków. Nie czujesz się istotny i nie masz z czego być dumny.

Musisz pamiętać, że robota nie jest tylko miejscem w fabryce przy taśmie produkcyjnej. Każdy z nas może czuć, że chodzi do roboty. Nie ważne, czy jest to lekarz, prawnik, czy menadżer. Chodzi wyłącznie o środowisko, w którym pracujesz.

Nie oszukuj się, że to tylko przejściowe problemy, że kiedyś wszystko się ułoży, albo wróci do normy. Jeżeli już się popsuło, to znaczy, że błąd popełniłeś kilka kroków wcześniej. Możliwe, że zgodziłeś się na zbyt wiele, albo nie potrafiłeś zawalczyć o swoje. Może pracodawca Cię oszukał, albo Ty go oszukałeś, bo rozpaczliwie szukałeś pracy.

Praca zmienia się w robotę, kiedy nie jesteś w miejscu, w którym tak naprawdę chcesz być. Wiesz i czujesz, że nic z tego nie będzie, a jednak tkwisz w miejscu. To frustrujące, a czasem wręcz dobijające. Jednak tylko nieliczni są w stanie zrobić coś w takiej sytuacji.

Większość będzie się po prostu oszukiwać. Na początku będą starali się przekonać samych siebie, że jak dadzą od siebie więcej, to ktoś to w końcu doceni. Później będą szukali pocieszenia. Na końcu zaczną przelewać swoje frustracje na bliskich, co rozwali im życie osobiste.

Nigdy nie lekceważ słów. Kiedy Twoja praca zmieni się w robotę, zrób coś z tym najszybciej jak to tylko możliwe. Bo inaczej zaczniesz topić się w tym bagnie, a z każdą chwilą będzie Ci trudniej z niego wyjść. Dlatego więc wsłuchaj się we własne słowa, kiedy opowiadasz komuś o swoim miejscu pracy.

Skup się na sygnałach, które mogą być niepokojące. Zastanów się, czy przez pracę nie chodzisz ciągle naładowany kortyzolem i złą energią? Czy nie przenosisz swoich problemów zawodowych do życia rodzinnego? Jeżeli nie zauważysz tego w odpowiednim momencie, to ta praca w końcu Cię zabije.

Mam tu na myśli to, że praca zabije Cię dosłownie, bo nabawisz się jednej z chorób cywilizacyjnych. Ale mówię tu również o pewnej metaforze śmierci, kiedy to Twoja praca zniszczy Ci rodzinę, odbierze przyjaciół, albo sprawi, że zapomnisz o swoich prawdziwych marzeniach.

Wnioski?

Słowa naprawdę mają znaczenie. Zastanów się, czy chodzisz do pracy, czy do roboty? Czy jesteś zadowolony z tego co robisz? Czy jesteś z tego dumny? A może nadal próbujesz się przekonać do tego, że musisz tkwić w tym negatywnym otoczeniu, bo tak wygląda Twoje życie?

Pamiętaj, że na wiele rzeczy w swoim życiu masz wpływ. Jednak kiedy go tracisz, zaczynasz zachowywać się jak robot, który żyje tylko z dnia na dzień. W takim życiu nie ma nic, co mogłoby dodać Ci sił. Kortyzol wypełnia Twoje ciało, a Ty ciągle działasz na najwyższych obrotach.

Może przyszła pora, aby zwolnić? Może jest to dobry czas, aby zastanowić się nad resztą swojego życia? Może jest to moment, w którym masz jeszcze szasnę podjąć inną decyzję? Nigdy tego nie zauważysz, jak będziesz w ciągłym biegu. Kołowrotek już się kręci. Zastanów się, czy chcesz biegać zgodnie z rytmem, który wyznaczył dla Ciebie ktoś inny?

Pozdrawiam,

Patryk Wójcik – psycholog.


Potrzebujesz wsparcia, albo inspiracji? Wejdź na mojego Facebooka: Psychologia, związki i rozwój osobisty. Tam na pewno znajdziesz coś dla siebie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here