Trwają właśnie Igrzyska Olimpijskie Rio 2016. Zawodnicy przekraczają kolejne granice ludzkich możliwości. Każdy nich walczy nie tylko z rywalami, ale przede wszystkim z samym sobą. Jednak wielu z nich, walczy również z przeciwnościami losu, ponieważ ich pasja do sportu jest silniejsza, niż ograniczenia, które byłyby wymówką dla wielu z nas.
Jednym z moich bohaterów, którego będę pamiętał po tej Olimpiadzie jest Xuan Vinh Hoang. Z pozoru zwykły, spokojny wietnamski sportowiec. Jednak może się on stać symbolem walki z przeciwnościami losu w drodze do mistrzostwa.
Zdobył on złoty medal w strzelaniu z pistoletu pneumatycznego z 10 m, oraz srebrny w strzelaniu z pistoletu dowolnego z 50 m.
Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Xuan przygotowując się do igrzysk, większość treningów odbywał w głowie. Były to pozorowane treningi mentalne, bez użycia amunicji.
Gdyby ktoś popatrzył z boku na treningi Xuana, mógłby nawet nie zauważyć, że tak naprawdę nie oddaje on strzałów. Wyciąganie broni, postawa, celowanie i oddech. Pełne skupienie na celu, wszystkie te elementy były obecne w jego treningu.
Nawet można by zaobserwować pociągnięcie za spust i dałoby się usłyszeć cichutkie „klik”. Jednak jak tłumaczy trener kadry strzeleckiej, wielu jego zawodników od dawna nie słyszało dźwięku prawdziwego wystrzału.
Można by się doszukiwać wyjątkowej metody przygotowawczej do Olimpiady, która dała znakomite rezultaty. Jednak prawda jest taka, że główną przyczyną, przez którą treningu te odbywały się w głowie, jest bieda. Xuan trenował bez amunicji, ponieważ nie stać było go na naboje. Jest to bardzo przykre.
Przypomina mi się od razu afera w polskiej siatkówce z wyliczonymi skarpetkami, które miały starczyć zawodnikom na cały sezon. Jest to bardzo przykre, ponieważ tak wiele talentów może się marnować, tylko dla tego, że nie mają możliwości uzyskać pomocy z zewnątrz.
Pomocy, która często jest niezbędna do tego, żeby osiągnąć sukces. Bo sukces olimpijski, a także ogólnie mówiąc sukces w zawodowym sporcie, wiąże się z działaniem drużynowym. I nie mówię tu tylko o sportach drużynowych, chodzi mi o wsparcie i zaplecze samych zawodników.
Sport wiąże się często z wieloma wyrzeczeniami, płaczem, łzami i potem. Najbliższe otoczenie sportowców, ich rodzice, często są właśnie taką drużyną, która sukces świętuje będąc w cieniu. Sport to duma i radość, jednak to na końcu. Po drodze jest dużo, dużo pracy. A czasem i przeciwności losu.
Xuan Vinh Hoang przed samą Olimpiadą dostał wsparcie i miał możliwość odbycia prawdziwych treningów. To co udało mu się wypracować wcześniej, mógł sprawdzić w praktyce. Mógł dołączyć ten ostatni element – strzał.
Gdy sobie myślę o tych treningach, jestem przekonany, że Xuan dawał z siebie wtedy naprawdę wszystko. Był głodny sukcesu, w końcu na ostatniej olimpiadzie o włos stracił brązowy medal. Możliwość prawdziwych treningów, była dla niego szansą, którą wykorzystał w pełni. I to jest właśnie sekret wielu mistrzów, którzy oddają się swojej pasji w pełni.
Jak coś robią, to robią to na sto procent, tak długo, że przekraczają własne granice. To nie jest żadna magiczna recepta, to sprawdzony sposób na sukces, z którego większość z nas nie chce korzystać. Przeciwności losu, wymówki: bo pada, bo wieje, bo dziś mi się nie chce…
Wszystko to powoduje, że nadal w wielu dziedzinach jesteśmy amatorami, choć mamy mistrzowskie aspiracje. Chcemy być najlepsi w naszej pracy, jednocześnie pracując jak najmniej. Chcemy tworzyć wspaniały i szczęśliwy związek, zupełnie o niego się nie troszcząc. Chcemy mieć mądre i grzeczne dzieci, a zapominamy o tym, żeby poświęcać im czas.
Nikt nie mówi, że sukces jest łatwy. Ale takie przykłady mogą wielu z Nas podnieść na duchu. Wydawać by się mogło, że pomimo talentu i pasji, droga do mistrzostwa Xuan Vinh Hoang jest praktycznie zamknięta, ze względu na przeciwności otoczenia.
Jednak mistrz trenował tak, jak mógł, a kiedy nadążyła się okazja do prawdziwych treningów skorzystał z niej i zwyciężył. Tak samo i my, kiedy napotykamy na problemy mamy dwa wyjścia: albo załamiemy ręce i się poddamy od razu, albo też będziemy robili to, co w danym momencie możemy zrobić.
Czekając, możemy trafić na okazję, która zmieni nasze życie. Jeżeli Xuan czekał by na możliwość prawdziwego trenowania, odpuszczając sobie treningi mentalne, mógłby nie być gotowy, aby w taki sposób z tych treningów skorzystać.
Tak samo my, jeżeli czekamy tylko na w pełni sprzyjające okoliczności zewnętrzne, nie robiąc nic w wybranej dziedzinie, możemy nie być gotowi, aby skorzystać nawet z najlepszej okazji życia. Idealnie opisują to słowa Lesa Browna: „Zrób to zanim będziesz gotów, gdyż nigdy nie będziesz gotów jeśli będziesz czekać”.
Pamiętajcie, że często lepiej robić i żałować, niż żałować, że się nie próbowało. Przeszkody pojawiają się w życiu każdego, czy to mistrza, czy to w naszym własnym. Przeszkody zmuszają nas jednak do kreatywności, która daje nam siłę i wytrwałość.
Jeżeli chcemy być w czymś dobrzy, musimy zacząć to robić, bez względu na wszystko. A jeżeli będzie brakowało Ci sił, przypomnij sobie o mistrzu, którego nie stać było na amunicję…
Pozdrawiam,
Patryk Wójcik.
0 komentarzy