Historia jakich wiele. Samotna kobieta poznaje interesującego mężczyznę w sieci. Wszystko zaczyna się układać, ale na drodze do szczęścia pojawiają się błędy, które później ciężko naprawić. Dlaczego tak się spieszyła? Czy bała się, że go straci? A może to po prostu było od niej silniejsze?

Początek poszukiwań.

Miałam już dość samotności. Nie chciałam dłużej wracać do pustego mieszkania. Od mojego rozstania minął już rok. Zatraciłam się w pracy, aby tylko o tym nie myśleć. Pozbierałam się po tym związku, choć nie było to proste. Dobrze sobie radzę, naprawdę dobrze. Jedynie brakuje mi bliskości drugiej osoby.

Nie mam teraz czasu na wielkie poszukiwania miłości. Jestem już w takim wieku, że wydaje mi się, że na wiele spraw jest już za późno. Nie będę się za nikim uganiać. Nie mam na to ani sił, ani czasu. Praca jest dla mnie bardzo ważna i nie mogę zaprzepaścić swojej szansy. Jedynym rozwiązaniem był dla mnie Internet.

Wiele moich koleżanek poznało kogoś w Internecie. Nawet znam kilka par, które poznały się w taki sposób, a teraz są szczęśliwym małżeństwem. Ja jednak nigdy nie miałam na to odwagi. Jakoś to do mnie nie pasowało, żebym musiała sobie kogoś szukać w sieci. Teraz jednak wydaje mi się to najlepszym rozwiązaniem. Przecież wszyscy tak robią, a szczególnie osoby w moim wieku.

Wybrałam portal, na którym założyłam profil. Moje kryteria były proste, nie miał to być portal dla wszystkich. Wolę zapłacić, ale mieć pewność, że mężczyźni, których tam poznam nie robią tego wszystkiego dla jaj. Abonament za korzystanie z portalu wydawał mi się dobrym sitem, które odsieje wszystkich napalonych kolesi, o których zdążyłam się już nasłuchać.

W życiu liczy się dla mnie szczerość, dlatego obiecałam sobie, że nie będę zbytnio koloryzować. Opisałam się dokładnie. Nie ukrywałam swoich wad, których jestem obecnie bardzo mocno świadoma. Życie nauczyło mnie, że lepiej grać w otwarte karty. Do tego aktualne zdjęcie, na którym przypominam samą siebie. Tak zaczęła się moja przygoda z randkowaniem w Internecie.

Pierwsze znajomości.

Na początku tylko się przyglądałam. Oglądałam profile mężczyzn i nie mogłam wyjść ze zdumienia. Praktycznie każdy z nich był idealny na pierwszy rzut oka. Nie pokazywali swoich wad i słabości. Mieli idealnie dobrane zdjęcia. Wiele opisów wyglądało do siebie tak podobnie, że zastanawiałam się, czy nie są przypadkiem automatycznie generowane przez portal. To wszystko wydawało mi się tak strasznie sztuczne.

Dla wielu mężczyzn zdjęcie było najważniejsze. Poza tym nie potrafili dodać nic ciekawego od siebie. Mój entuzjazm opadł i odpuściłam sobie wchodzenie na portal przez jakiś czas. Wróciłam do tego po jakimś tygodniu, kiedy dostałam powiadomienie na maila, że czeka na mnie kilka nieprzeczytanych wiadomości.

Tak poznałam kilku mężczyzn, którzy odważyli się napisać pierwsi. Podobno nie jest to wcale tak oczywiste na tego typu portalach. Wielu mężczyzn woli prężyć muskuły i biernie czekać, aż jakaś kobieta przejmie inicjatywę. Na mnie to nie działa i wolę staroświeckie podejście, gdzie mężczyzna musi się trochę wysilić.

Pisałam z kilkoma mężczyznami jednocześnie. Choć z większością nie wymieniłam więcej niż trzech wiadomości. Nie lubię tracić czasu na ciągnięcie ludzi za język. Wielu mężczyzn liczy na to, że jak już wykonają pierwszy krok, to kobieta przejmie inicjatywę i zrobi za nich całą robotę. Na to również nie dałam się nabrać.

Właśnie wtedy poznałam Michała. Na początku wydawał mi się bardzo podobny do reszty mężczyzn, z którymi pisałam. Jego profil nie przykuł mojej uwagi. Nie było tam nic, co mnie w jakiś sposób zaskoczyło. I może dlatego chciałam go lepiej poznać. Wydawał się taki zwykły i normalny.

Pisało nam się dobrze. On również dużo pracował, więc prowadziliśmy raczej nocne rozmowy. Po pewnym czasie uświadomiłam sobie, że odpisuję tylko jemu. Inne nieprzeczytanie wiadomości nie miały już dla mnie takiego znaczenia. Skupiłam się na poznaniu Michała, bo co raz bardziej mnie intrygował.

Czy to właśnie JEGO miałam poznać?

Był całkowicie z innej bajki niż ja. Na pierwszy rzut oka byliśmy jak dwa przeciwne bieguny. Jednak po wielu wiadomościach odkryłam, że jesteśmy do siebie podobni na takim zwykłym, życiowym poziomie. Wydawało mi się, że kierujemy się w życiu podobnymi wartościami, co jest dla mnie bardzo ważne. To właśnie przez różnice w życiowych wartościach rozpadł się z hukiem mój ostatni związek.

Mieliśmy jednak pewien problem. Dzieliła nas odległość. Nie było to daleko, jakaś godzina drogi samochodem. Jednak przy intensywności naszej pracy, trudno nam było się umówić na pierwsze spotkanie. Ciągle to przekładaliśmy i perspektywa naszego pierwszego spotkania odsuwała się w czasie.

Nie wiem czy wiele osób popełnia ten błąd, ale my niestety to zrobiliśmy. Pisaliśmy ze sobą coraz więcej. Zaczęły pojawiać się osobiste i intymne tematy. Podzieliłam się z NIM wieloma rzeczami z mojego życia, o których do tej pory nikomu nie mówiłam. ON też był otwarty i wiele mi o sobie pisał.

To zaczynało tworzyć pewną przepaść między tym jak czuliśmy, że dobrze się znamy, a tym, że tak naprawdę nigdy się nie spotkaliśmy. Czułam, że się rozumiemy i dogadujemy jak osoby, które znają się od dawna. Z kilku powodów spotkaliśmy się po raz pierwszy dopiero po ponad 3 miesiącach znajomości w Internecie. W tym czasie padło tyle niepotrzebnych słów, że do tej pory tego żałuję.

Niestety, to zwlekanie ze spotkaniem było ogromnym błędem. Kiedy się spotkaliśmy, oboje czuliśmy się bardzo niekomfortowo. Ja wiedziałam o jego pewnych drażliwych problemach, a ON wiedział o kilku moich bardzo osobistych słabościach. Jednak kiedy na niego patrzyłam, był dla mnie zupełnie obcą osobą. Bardzo mi to przeszkadzało.

Przeskoczyliśmy zbyt szybko kilka etapów naszej znajomości. Kiedy zderzyliśmy się z tym w prawdziwym świecie, nie dało się tego pokonać. Jeszcze nigdy nie byłam tak rozczarowana po randce. Wydaje mi się, że ON również mógł mieć takie wrażenie. Nigdy się tego nie dowiem, bo od naszego spotkania wymieniliśmy kilka zdawkowych wiadomości. Między nami mogło się udać, ale za bardzo się spieszyliśmy.

Czasami się zastanawiam, jakby nasza znajomość mogła się rozwinąć, gdybyśmy oboje nie ulegli magii pisania. Niektóre rzeczy bardzo łatwo napisać w przypływie emocji. Jednak nie da się tego cofnąć. Trudno jest poznawać kogoś w realnym świecie, kto tak wiele wie na twój temat. Wstydziłam się tego, że otworzyłam się przed obcą osobą. Nie chciałam się więcej z nim spotykać, bo wiedziałam, że nie pokonam swojego oporu.

Niektórych decyzji nie da się cofnąć. Warto czasami pomyśleć wcześniej o konsekwencjach swoich słów. Randkowanie w Internecie ma wiele zalet, ale jest też pułapką. Układamy we własnej głowie scenariusze, które w rzeczywistości nigdy się nie spełnią. Niestety sama wpadłam w tę pułapkę i od tamtej pory trudno mi odpisać na kolejną nieprzeczytaną wiadomość…

Do czego potrzebne są nam w życiu granice?

Wiele osób popełnia ten błąd. Poznają w Internecie kogoś, kto wydaje im się idealnie pasującą do nich osobą. Przeskakują kolejne etapy znajomości. Zaczynają się zwierzenia, wyznania i przełamywanie kolejnych barier.

Niestety czar pryska, kiedy dochodzi do spotkania. Bardzo trudno jest udźwignąć całą wiedzę, którą mamy o danym człowieku, jeżeli widzimy go pierwszy raz na oczy. Niektórych rzeczy po prostu nie wypada pisać przed pierwszym spotkaniem. Trudno jest później szczerze rozmawiać z taką osobą.

Właśnie dlatego warto wyznaczać sobie w życiu granice. Dzięki temu łatwiej możemy się odnaleźć w sytuacji, kiedy zaczynają kierować nami emocje. Znam wiele przykładów osób, które w pewien sposób znalazły swoją bratnią dusze w Internecie, ale po pewnym czasie całkowicie zakończyły tę znajomość, bo wstydziły się własnych słów.

Każdą relację buduje się na kilku poziomach. Jeżeli zbytnio się spieszycie, o niektórych z tych poziomów zapominacie. W ten sposób trudno jest zbudować zaufanie, a przecież bez zaufania żadna relacja nie przetrwa. Opisałem to w artykule: Czy można zbudować szczęśliwy związek bez zaufania? 

Mam nadzieję, że ten artykuł skłoni Cię do przemyśleń na temat Twoich własnych granic. Czy w niektórych przypadkach spieszysz się zbyt mocno? A może właśnie przez ten pośpiech nadal jesteś nieszczęśliwa? Może pracę nad sobą powinnaś zacząć właśnie od nauczenia się wyznaczać własne granice? Dla wielu osób jest to kluczowa umiejętność, której muszą się nauczyć, aby odnaleźć w życiu prawdziwe szczęście.

Pozdrawiam,

Patryk Wójcik – psycholog.


Zapraszam Cię na mojego Facebooka: Psychologia, związki i rozwój osobisty.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here